piątek, 14 lipca 2017

Z lambrekinem, czy bez?

Czasem tak mam, że czuję potrzebę zmiany, ale żaden pomysł nie przychodzi mi do głowy. Tak było i tym razem.Od kilku miesięcy nie dawał mi spokoju kawałek ściany, tak kawałek ściany, fragment dużej płaszczyzny, który optycznie dzielił konstrukcję antresoli. Gdybym była zwolenniczką form oszczędnych i minimalizmu wszystko byłoby O.K.,ale nie jestem. Lubię stosować przerywniki, które ocieplają wnętrze i nadają mu nieco kobiecego charakteru. Oczywiście bez przesady, ale czasem brakująca kropka nad "i" musi się znaleźć. Moje poszukiwania poszły w kierunku haftowanych lambrekinów wieszanych często w wiejskich chatach.Wiadomo, że folkowe ozdoby nadają wnętrzu swoistego charakteru i czynią je nietuzinkowym. Mój lambrekin ma niewiele wspólnego z folkiem, ale spełnia tę samą rolę, co oryginały. Poza tym doskonale komponuje się z firanką ozdobioną szydełkową bordiurą wiszącą w salonie, do którego rzeczona antresola należy. Do jego uszycia wykorzystałam starą szydełkową wstawkę do poduszki oraz pół metra płótna. Siadłam przy maszynie i po dwóch godzinach lambrekin wisiał. Opinie domowników i Olki>> były pozytywne, więc wisi nadal i pewnie powisi do Gwizdki, bo mam pomysł na nowy, haftowany z motywem świątecznym.
Tym czasem, dla porównania, popatrzcie same i oceńcie na ile moje "dzieło"się sprawdziło w roli dekoracyjnego przerywnika kawałka ściany.





  









Pozdrawiam serdecznie i zmykam pakować się na wakacje.

Marysia

wtorek, 11 lipca 2017

Radość przez łzy

Zazwyczaj staram się panować nad emocjami traktując je jako coś bardzo osobistego. Są jednak takie chwile, kiedy wzruszenie bierze górę a łzy w sposób niekontrolowany łaskoczą policzki. Tak było w sobotę, 8 lipca, kiedy nasz syn, Szymon , oficjalnie został absolwentem Politechniki Poznańskiej, Wydziału Budownictwa i Inżynierii Środowiska. Uroczystość Absolutoryjna znacząco wpłynęła na stan moich emocji a widok mojego syna w todze i birecie wywołał łzy radości pomieszane z dumą.Nagle dotarło do mnie, że skończył się dla niego czas swobody i młodzieńczej beztroski a mój synek przeobraził się w syna.Zrobiło mi się jakoś nostalgicznie, pojawił się żal, że to już koniec oczekiwania na wyniki egzaminów i zaliczeń, motywowania i wspierania, wspólnego przeżywania sukcesów i niepowodzeń. Ot, ulotność wrażeń i nieodwracalność chwil.Gdy przebrzmiały ostatnie takty Gaudeamus a birety poszybowały w górę moje myśli stały się rzeczywistością. Potem jeszcze życzenia, uroczysty obiad w gronie rodziny i przyjaciół, piwo z kolegami i...poniedziałek 7.00, czyli początek nowego.Absolutorium to tylko koniec początku, nadszedł czas na ciąg dalszy, na podjęcie trudów dorosłego życia.






W pudle, nazwanym przez nas Posagiem Szymona, znajduje się cały jego dotychczasowy dorobek edukacyjny, a więc: świadectwa szkolne, dyplom inżyniera (na magistra czekamy do września), dyplomy za wszelakie osiągnięcia, upomnienie dyrektora gimnazjum, karty pracy z przedszkola, mundurek zucha, mundurek z gimnazjum, biret z liceum i wiele innych sentymentalnych drobiazgów zbieranych przez ponad 22 lata.
Kartkę gratulacyjną przygotowała Olka>>. Zrobiła to, jak zwykle, elegancko, perfekcyjnie i ze smakiem.Dziękuję Olu.

Pozdrawiam serdecznie.

Marysia

Ps.Łzy już obeschły, pozostała duma i sentymentalny żal za przeszłością.

piątek, 7 lipca 2017

Dziekuję

Słowo "dziękuję" wyraża wdzięczność za coś, co jest darem, przysługą a nie działaniem wpisanym w zakres obowiązków, tak mówi Słownik Języka Polskiego. Rozumując w ten właśnie sposób świadomie wybrałam tytuł dzisiejszego wpisu, bo ja mam naprawdę komu i za co dziękować. Kiedy w moim pierwszym poście >> pisałam o zatrzymaniu się w biegu i przewartościowaniu życiowych priorytetów miałam na myśli traumatyczne przeżycie, które kazało mi inaczej spojrzeć na najbliższych, którzy z wielkim oddaniem i miłością pielęgnowali "nielota", na  przyjaciół i znajomych, którzy wspierali mnie dobrym słowem i bezinteresowną pomocą, ale przede wszystkim uwierzyłam w ogromną moc  Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Od wielu lat powierzam jej moje troski i dziękuję za codzienne radostki. Dziś, tym skromnym votum, dziękuję Jej za dar życia i za wszystkich, którzy byli ze mną w tym trudnym czasie. Moje słowo "dziękuję" wyraża głęboką wdzięczność za bezcenne dary, jakimi zostałam obdarowana.

Najpierw przymiarka i spojrzenie na całość w poszukiwaniu niedociągnięć wymagających poprawy.Wykorzystałam naturalne warunki domu i ogrodu. Potem miejsce docelowe, czyli półeczka w naszym kościele parafialnym pod obrazem Tej, której ten post poświęcam.















Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego weekendu.

Marysia

sobota, 1 lipca 2017

Sesja z motylem cz.1

Zauroczona prostotą i elegancją haftu monochromatycznego postanowiłam zmierzyć się z tym wyzwaniem. Zdecydowałam się na motyw kobiety z motylem. Skromny i oszczędny w formie, gdzie odrobina czerwieni , granatu i żółci dyskretnie nadaje uroku czerni i szarości.To zestawienie intryguje. Zmusza do refleksji podobnie jak twarz kobiety wpatrzonej w kolorowego motyla, zadumanej, być może, nad ulotnością chwili, kruchością piękna i jego przemijaniem. 

Najpierw czerń i szarości



potem trochę granatu,

 

czerwieni...




i słonecznej żółci


A potem już tylko sesja zdjęciowa 











i gotowe. I co Wy na to?

Pozdrawiam i życzę miłej niedzieli. A może skusicie się na makowego białkowca?



Przepis:
1 szklanka białek
1 szklanka cukru pudru
1 szklanka maku
1 szklanka mąki
1 szklanka oleju
olejek migdałowy lub skórka otarta z cytryny
2 łyżeczki proszku do pieczenia

Białka ubić, stopniowo dodawać cukier, potem pozostałe składniki. Piec w temperaturze ok.180 stopni.

Smacznego!

Marysia

środa, 28 czerwca 2017

4 w 1

Co do tytułu dzisiejszego posta należy się Wam wyjaśnienie w stylu "Co poeta miał na myśli?" Otóż, pierwszy był impuls, czyli czerwcowe wyzwanie Szuflady U babci na strychu. Zobaczyłam, przeczytałam i oczy mi rozbłysły. Przecież to moje klimaty, pomyślałam. Potem okruchy wspomnień. Babcia Ania i jej pyszne, pieczone we framudze kaflowego pieca jabłka. Babcia Stasia, w szarym fartuszku w drobne czarne kwiatuszki i ciasteczka pachnące naftaliną.Wszystko pięknie podane na haftowanych lnianych serwetach i starej porcelanie. I to właśnie jest to, co chcę ocalić od zapomnienia.Potem już tylko radość tworzenia. Kawałki szarego płótna, kolorowa mulina, wzór wynaleziony w necie i długie godziny nad tamborkiem.Długie, bo dla moich oczu haftowanie na ciemnym materiale, to prawdziwe hardcore'owe wyzwanie.Ale dałam radę.Pracowałam myśląc o moich Babciach i wszystkich Babciach świata, które przy pomocy igły i nitki, szydełka czy drutów potrafiły zdziałać prawdziwe cuda, choćby te poszewki, które pokazałam w poście Ocalone>>.To właśnie dla nich powstał mój robótkowy niezbędnik, na dowód, że pamiętamy, doceniamy i kultywujemy rękodzielnicze tradycje naszych  przodkiń. 



















Zgłaszam mój robótkowy niezbędnik na czerwcowe wyzwanie Szuflady U babci na strychu


Jeszcze kilka fotek z przebiegu prac i zmykam.











Pozdrawiam serdecznie

Marysia