wtorek, 11 grudnia 2018

Przedostatnie okrążenie

Dzisiaj krótko i na temat, bo czas nagli, a pracy jeszcze sporo. Przyznam, że bardzo lubię ten przedświąteczny czas, gdy wokół tyle fajnych rzeczy się dzieje. 
W tym roku, za Waszymi radami podążając, trochę moje nastawienie do przygotowań zmieniłam. Postanowiłam więc:
1. Sprawiedliwie podzielić zadania pomiędzy wszystkich domowników, aby każdy znalazł przyjemność w działaniach i pękał z dumy, że coś zrobił.
2. Znajdować przyjemność we wszystkim. co robię, nawet w sprzątaniu, bo miło przez czyściutkie okna na świat popatrzeć i pachnące firanki wieszać.
3. Jarmarki bożonarodzeniowe odwiedzić, ozdobami się zachwycić i grzanym winem się delektować.
4.Kartki i prezenty do przyjaciół rozesłać i serdecznym wspomnieniem je okrasić.
5. Nie śpieszyć się, aby spraw ważnych nie zgubić i o genezie Świąt nie zapomnieć.
6. Cieszyć się chwilą, przedświąteczną atmosferę całą sobą chłonąć i radosne chwile łapać.
  Tak właśnie zrobię i małą szczyptą egoizmu codzienność przyprawię.
Tymczasem robótkowe przygotowania do Świąt zakończyłam i teraz z czystym sumieniem innym pracom oddać się mogę.

Na początek pachnąca cynamonem i pomarańczami kartka według mapki dla Ulki.





I jeszcze mapka.

Teraz kolej na Choinkę 2018, czyli zabawę zorganizowaną przez xgalaktkę. U mnie, w tym miesiącu za świąteczne ozdoby robić będą:

















I to by było na tyle.

Do innych zadań wrócić czas, chociaż jeszcze dwie żabki czekają, ale o tym następnym razem.

Do zobaczenia.
Miłych chwil  przy świątecznych przygotowaniach życzę

Marysia





poniedziałek, 3 grudnia 2018

I znów zapachniało piernikami

Zapłonęła pierwsza adwentowa świeca, znak, że rozpoczął się okres radosnego oczekiwania na te  najwspanialsze urodziny, które odmieniają ludzkie serca i sprawiają, że świat piękniejszym się staje.
Magia Świąt coraz szersze kręgi zatacza, błyskotkami zachwyca, świąteczną muzyką otula, nostalgiczne wspomnienia budzi i... do kuchni zaprasza.
Zajrzała i do mnie, a właściwie do nas, i pierniczki upiec nakazała. Tak też uczyniłam. Przepis znalazłam, ciastu dojrzeć pozwoliłam, ciasteczka wycięłam, upiekłam, niektóre przypiekłam i przy pomocy mojego M. lukrem królewskim przyozdobiłam, a że w tej branży najlepsza nie jestem, to są takie, jakie są, co na fotkach widać.

 



Są wśród nich trochę bardziej wypasione, z których świąteczne zawieszki zrobiłam, aby mogły słodko dom przyozdobić i aromat piernika wokół rozsiewać.













Niektóre z nich do zaprzyjaźnionych trafią i mam nadzieję, że powierzone im zadanie spełnią.
W przyszłym tygodniu maślano bakaliowe ciasteczka upiekę i tym samym do Świąt nieco bardziej się przybliżę.
W międzyczasie  porządkami się zajmę i trochę świątecznych dekoracji przygotują oraz do blogowych wyzwań się przyłożę, bo coś ostatnio dość kiepsko sobie z tym radzę i jakoś rytmu złapać nie mogę.
Jednak co nie co udało mi się zdziałać i do zegarowego SALu u Ani, na starcie 1 grudnia stanęłam.
Zgodnie z instrukcją, niezbędne materiały zgromadziłam,


 i wczoraj pierwsze krzyżyki na kanwie przysiadły.





Przyznam się, że wzór tak bardzo do gustu mi przypadł, że nawet haftu koralikami spróbowałam.
Nie wiem jak Wam, ale mi ten wariant podoba się bardzo i już nawet pomysł na oprawę mam, szkoda tylko, że na jego realizację do maja poczekać muszę, bo taki grafik Ania, aby nas zbytnio nie męczyć, zaproponowała.
 Jeszcze tylko banerek zabawy i mogę wrócić do mojej zwyczajnej zwyczajności, chociaż mam też plany z radością tworzenia związane, ale o tym za tydzień.


Życzę Wam pięknego tygodnia, pełnego zwyczajnej zwyczajności

Marysia

wtorek, 27 listopada 2018

Pasje cudnie poplątane

Oj, plątały się niteczki przy Justynki ogromniastym stole w jadalce, klunkrami, po brzegi wypełnionym. Z rąk do rąk się przemieszczały, wokół czółenek się motały, przez igielne ucho przejść próbowały, aby potem, w dziurki kanwy trafiać.Między nimi, papierowe paseczki, wokół zmyślnej igiełki tańcząc, cudne kształty tworzyły.
I tak sobie tańczyły, przez dwa wieczory i ranek, rozmowom i śmiechom się przysłuchując.
Głośno wypowiadane myśli, wspomnienia i fachowe porady, wokół okazałego żyrandola krążyły, cudną atmosferę tworząc.
A wszystkiemu towarzyszyły,cudny i pełen dobroci uśmiech Justynki, lekkość, swoboda i naturalność Dorotki, quillingowa pasja i zdolności pedagogiczne Elżbietki, determinacja i szczerość Ani, oraz profesjonalizm i cierpliwość Olki.
Czyż można wyobrazić sobie lepszy team?



Od czasu do czasu, zwykła codzienność przy stole siadała, klapsznity lub klapsztule serwując, a we antreju na byfyju stoła szolka tyju, aby prozaiczny głód i pragnienie, zgromadzonych niewiast zaspokoić.
Jako, że w antrejce na ryczce stały pyry w tytce, więc Justynka z Dorotką, kulinarny użytek z nich zrobiły i do pysznych gołąbków podały.
Jednak, to nie koniec podniebiennych doznań, bo polędwiczki w śmietanowo-bedkowym sosie, przepyszne zupy kremy oraz  jarmużowe chipsy na zaproszenie do stołu cierpliwie czekały, smakowitymi zapachami kusząc.
Na osłodę serniczek w czekoladowej polewie, suto rodzynkami okraszony oraz szarlotkę z aromatycznymi jabzami pod bezą ukrytymi podano, na pokuszenie nas wodząc.
I jak tu szlankownym czy gryfnym być, kiedy jedza taka smakowita była?

I w taki oto sposób czas, Justynkowymi zegarami dźwięcznie odmierzany, upływał i o nieuchronnym końcu spotkania przypominał.
Aż w końcu nastała ta chwila, gdy łezka w oku się zakręciła, cóż, wszystko,co dobre szybko się kończy , do bany więc wsiąść trzeba było i do naszej zwyczajnej zwyczajności wrócić.
I mimo wielu bardzo pozytywnych emocji i niezapomnianych wrażeń, 
miło było na powitanie słodki kwiatek dostać i do kochanych osób się przytulić.
Szczypta egoizmu ożywczo podziałała i inaczej na zwyczajną zwyczajność pozwoliła spojrzeć.

Dziękuję Wam dziewczyny za zaproszenie do Waszego grona, za przemiłe spotkanie, pełne humoru, życzliwości i cennych wskazówek, za upominki, którym dopiero w domu z uwagą się przyjrzałam i ich pięknem, w spokoju, zachwycić się mogłam.



Dziękuję za cenne nauki, które od mistrzyń pobierać mogłam, jednak jak widać,dość oporna na nowe jestem, i frywolitkowe czółenko, w moich rękach zgrabnie smykać się nie chce.


Troszkę lepiej z quillingiem mi poszło, ale...


Pierwsze koty za płoty, więc tymczasem prace zdolniejszych pochwalę, a moje umiejętności doskonalić obiecuję.




Takie są moje wspomnienia, a głowa rozmyślań pełna.
Pierwszy odcinek serialu  mamy już za sobą, teraz do kolejnego nowy scenariusz napisać trzeba, aby swoje pasje dalej cudnie plątać.
 Zajrzyjcie jeszcze do Justynki, Dorotki, Olki, Elżbietki i Ani, bo nasze relacje, jak puzzle , w jedną całość się składają, pełniejszy obraz tworząc.

Pozdrawiam

Marysia

poniedziałek, 19 listopada 2018

Szczypta egoizmu

Pisałam kiedyś o zwyczajnej zwyczajności, którą kocham i do której przywykłam, ale czasami, gdy jej ciężar zbyt mocno przygniata i codziennym wyzwaniom trudno sprostać,  mam ochotę na tytułową szczyptę egoizmu, taką chwilę tylko dla siebie samej. 
Chwilę, gdy codzienne obowiązki czapki niewidki przywdziewają, gdy czas nie ma znaczenia, a rozbiegane myśli zwalniają, rozmyślaniom i marzeniom miejsce robiąc.
Wtedy z kosmetyczką i fryzjerką się umawiam, do biblioteki biegnę, katalogi modowe przeglądam i nie przejmuję się pustą lodówką, czy brakiem obiadu. 
Przecież każdy z domowników widzi kurz na meblach, stertę prania do prasowania czy okna przez deszcz zabrudzone i dwie ręce ma, więc w czym rzecz?
No właśnie, w czym rzecz, chyba w tym, że my, kobiety trochę inaczej świat postrzegamy, a dom i rodzina centralną jego część stanowią. Widzimy nieco inaczej i w role ewangelicznej Marty, tak a priori, bez sprzeciwu się wcielamy. Genetycznie zakodowana rola domowej westalki, w większości przypadków, górę bierze, mimo, że współczesność inne role nam wyznacza i bardziej atrakcyjnymi ofertami kusi. Jednak wrodzona kobiecość, wrażliwość i potrzeba kochania, pierniki  piec, dom świątecznie ozdobić i niedzielne obiadki serwować nakazuje. O innych bardziej prozaicznych dowodach kobiecego rodzinie oddania nie wspomnę, bo przecież wszystkie "Marty" je doskonalą znają i tylko dzięki ogromnym pokładom miłości i oddania, sprostać im potrafią..
 Jak widać, nie każdej z nas dane  jest leżeć i pachnieć, więc chociaż szczyptę egoizmu, od czasu do czasu, zafundować sobie mamy prawo, bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Tak myślę i tego trzymać się będę.
I za tym tokiem myśli idąc, robótkowaniu i blogowaniu z przyjemnością się oddaję, nowe znajomości nawiązuję i swoje własne, dalekie od codzienności, ścieżki wydeptuję.
Dzisiaj więc z odrobiną kobiecości na spotkanie z Wami przybywam, i takie oto łazienkowe przydasie ze sobą przynoszę.
Haftowane wdzianka na waciki, które oprócz praktycznej, również dekoracyjną rolę pełnić mają.
Jedno w mojej miętowej łazience zawisło, drugie, do Tej, która pomarańczowe akcenty lubi, wkrótce pojedzie.









Jednocześnie w zabawie u Reni udział wezmą i potrzebę świętowania zaspokoją.

Jeszcze tylko ostatnie imieninowe wyzwanie, w którym Mikołaj główną rolę miał odegrać
i ... pora czapki niewidki z codziennych obowiązków zdjąć i ze stertą prasownia, kurzem, brudnymi oknami... się rozprawić, aby z czystym sumieniem kolejną chwilę dla siebie zaplanować i przeżyć.
Wśród takich rozmyślań mikołajowa karteczka powstała i na ostanie już, szkoda!,imieniny miesiąca u Hanulka czeka.









Miłego tygodnia, szczyptą egoizmu przyprawionego, Wam życzę. 

Marysia