wtorek, 25 kwietnia 2017

Dyskretny urok bieli

Witajcie kochani. Święta minęły, babka zjedzona, trzeba pomyśleć o zrzuceniu zbędnych kilogramów i wznowić twórczą działalność. Przygotowując serwetki i firanki przed świętami przypomniałam sobie o hafcie Richelieu. Zmęczona liczeniem krzyżyków pomyślałam, że jest to dobry moment na zmianę. Mój wybór padł na kartki.Robię to po raz pierwszy więc wybaczcie niedociągnięcia. Poszperałam w starych wzorach(głównie wydawnictwo Joanna), przygotowałam niezbędne materiały, "zagniazdowałam" na wiele godzin na moim miejscu w rogu kanapy i oto, co z tego wyszło.























Haft wykonałam na płótnie lnianym, potrójną nitką muliny Ariadna. Karki wycięłam z papieru wizytówkowego. Krochmaliłam metodą tradycyjną, czyli mączka ziemniaczana z wodą. Myślę, że można by zastosować dodatki typu perełki, kropelki, papier o delikatnym wzorze lub wykonać haft w innym kolorze.Ja jednak najbardziej lubię Richelieu w wersji białej i bez dodatków. Stąd też nazwa dzisiejszego posta.
To tyle na dzisiaj.

Pozdrawiam serdecznie

Marysia

Ps. Jeśli jest wśród Was bliska solenizantka/ solenizant lub jubilatka/ jubilat, to z przyjemnością złożę życzenia na takiej karteczce, o ile oczywiście zainteresowana/zainteresowany zechce.

sobota, 22 kwietnia 2017

Gotowana babka na Niedzielę Przewodnią

Wpadam tylko na chwilkę, aby pochwalić się moim nowym dziełem kulinarnym a właściwie cukierniczym, babką gotowaną. Tradycję przygotowywania tego smakołyku wyniosłam z domu rodzinnego. Był to nieodłączny atrybut Świąt Wielkanocnych i Niedzieli Przewodniej, inaczej Niedzieli Białej .Staram się ocalić od zapomnienia ten zwyczaj  i dlatego co roku, w tym dniu, na naszym stole gości właśnie babka gotowana. Zwykle przygotowuję ją w sobotę i  nieźle muszę się natrudzić, aby zachować kilka kawałków do niedzielnej kawusi. Dzisiaj musiałam stoczyć prawdziwą bitwę z moim synem, którego apetyt na ciepłe jeszcze, oblane czekoladą cudeńko był nie do opanowania, stąd nie do końca przemyślana, minimalistyczna forma prezentacji.






Dodam jeszcze, że jej siostra  bliźniaczka powędrowała do sąsiadów, którzy prototyp zjedli w wielkosobotnie popołudnie i w Wielkanoc musieli obejść się smakiem.

Dla zainteresowanych przepis:

1 szklanka mąki ziemniaczanej
1 szklanka mąki pszennej
niepełna szklanka oleju
1 szklanka cukru
cukier waniliowy
olejek migdałowy
6 jaj
2 łyżeczki proszku do pieczenia

Jajka ubić z cukrem i cukrem waniliowym. Stopniowo dodawać pozostałe składniki. Ciasto wylać do specjalnej formy wysmarowanej tłuszczem (ja używam masła).Gotować 1 godzinę.

Polewa

1/2 kostki masła
4 łyżeczki kakao
5 łyżeczek cukru
1 jajko

Masło, cukier i kakao rozpuścić na wolnym ogniu. Nie gotować! Dodać jajko energicznie mieszając rózgą aż polewa zacznie gęstnieć. Ciepłą polewą oblać jeszcze ciepłą babkę.
Proste, prawda?

Smacznego!

Byłam przed chwilą w kuchni. Została 1/3. Sąsiedzi już nie mają.

Pozdrawiam

Marysia

środa, 19 kwietnia 2017

Wiosenne przebudzenie za kamiennym murkiem

Serdecznie witam  wszystkich po krótkiej przerwie wypełnionej radością przeżywania Świąt Wielkiej Nocy. Pokrzepiona nową nadzieją, korzystając ze słonecznego poranka, wyruszyłam na przegląd tego, co zadziało się za kamiennym murkiem w czasie tej niewiosennej aury, która towarzyszyła nam w ostatnich dniach.
Na początek kilka słów na temat kamiennego murka. Otóż powstał on pod wpływem impulsu, kiedy po budowie domu i wyłożeniu ścieżek kamieniem polnym została spora sterta tego budulca.Powstało pytanie, co z tym zrobić? I wtedy narodził się pomysł na zbudowanie płotu w postaci skalniaka. Bez odrobiny betonu, tylko kamień i ... piasek. Mój mąż podszedł do tematu sceptycznie (budowlaniec), sąsiedzi z lekka pukali się w czoło, a ja niezmiennie trwałam przy swoim pomyśle. I w taki oto sposób powstał kamienny murek, który żyje swoim życiem zgodnie z rytmem przyrody. Na przekór sceptykom, przetrwał niejedną ulewę, mróz i suszę i ciągle cieszy oczy zmianami, jakie na nim zachodzą.

Oto jak wyglądał 29 marca 



Nieco więcej słońca, już kwietniowego, i nowa odsłona.




Tydzień później


 ... i dzisiaj





Za kamiennym murkiem też zachodzą zmiany. Roślinki nieśmiało wygrzewają się w słoneczku, chociaż zimny wiatr skutecznie studzi ich zapał do szybkiego wzrostu.Ale jak widać, natura rządzi się swoim utartym rytmem i próbuje radzić sobie z niesprzyjającymi warunkami.
Konwalie dzielnie wychylają pierwsze listki próbując ogrzać się w promieniach wschodzącego słońca. Zapowiada się niezły urodzaj tych białych, pachnących piękności.




Ulubione kwiaty mojego męża, piwonie, też postanowiły przeciwstawić się zimnemu wiatrowi i wieczorno - nocnym chłodom.


Tulipany dzielnie trwają na słonecznym stanowisku między pięknie kwitnącą, ale nieco kłującą pigwą. Jej owoce będą doskonałe na pełną witamin  konfiturę i... naleweczkę.


Pączki różaneczników zapowiadają obfite kwitnienie.


a ukryte w kąciku sasanki nadziwić się nie mogą, jaki piękny świat.




Jeszcze tylko mahonia, malwa i irysy






oraz wiodąca roślina przestrzeni za murkiem, czyli oplatający ściany domu bluszcz, który przez cały sezon zachwyca bujną zielenią a jesienią cudnym brązem, rudościami i czerwienią.
Teraz wypuścił tylko nieśmiałe pąki, ale już niedługo zachwyci swoimi możliwościami.


Na koniec trochę lubczyku do rosołu


i to wszystko na dzisiaj. Poczekamy, roślinki i ja , na bardziej sprzyjające warunki pogodowe. Wracam do innych zajęć w ciepełku domowego zacisza.

Pozdrawiam serdecznie

Marysia

piątek, 14 kwietnia 2017

Alleluja! Życie znów ma sens.

                                           "...Chrystus zmartwychwstał. Naprawdę.
                                                    Ciesz się, bo życie znów ma sens..."
                                                                                   (Phil Bosmans)
Więc cieszmy się i chociaż w uszach brzmią jeszcze pieśni wielkopostne, to za progiem już rozbrzmiewa uroczyste Alleluja. Pora więc na życzenia Wielkanocne. Życzę Wam, aby dla Was życie zawsze miało sens a każdy dzień niósł ze sobą radość. Niech nadchodzące świąteczne dni będą okazją do radosnych spotkań z bliskimi i przyjaciółmi. Odpoczywajcie, delektujcie się wielkanocnymi pysznościami i ...poleniuchujcie trochę!

Marysia


 Dzisiaj spotkała mnie wielka radostka. Dostałam cudne prezenty od Olki. Śliczne frywolitki, moje niespełnione, do dzisiaj, marzenie.Dziękuję Olu. 






Cudne, prawda ?!


czwartek, 13 kwietnia 2017

Między pasztetem a sosem tatarskim, czyli jak działa doping

Dzięki za doping i wsparcie w czasie mojej pogoni za czasem.A było tak, gdy się najadłam siadłam do klejenia. Zrobiłam dwa jaja i ... przymusowy postój. Powód? Goście za drzwiami i brak odpowiednich wstążeczek. Niby nie mieszczą się w szufladzie, ale jak potrzeba, to nie ma tej jednej jedynej. Such a life!Pozytywną stroną tej sytuacji było to, że tego wieczora udało mi się dokończyć haft - niespodziankę dla Olki. Robiłam przy gościach, ale grzecznie zapytałam o pozwolenie. Co mieli zrobić?! Byli niezapowiedziani a poza tym, to nasi przyjaciele, a to wiele tłumaczy. Ale wracam do jaj. Dzisiaj wykorzystując chwilę bez deszczu poszłam do miasta po rzeczone wstążeczki. Kupiłam, wróciłam, powalczyłam z pasztetem i w końcu usiadłam do klejenia. Miałam jeszcze robić sos tatarski, ale Wasz doping zmusił mnie do zajęcia się jajami. W trakcie pracy napotkałam kolejne przeszkody natury "fit". Otóż okazało się, że jaja 12, to nie wszystko. Moje styropianki miały lekką nadwagę, w stosunku do przewidzianych dla nich ubranek, więc trzeba było zatuszować zbytnie okrągłości. Użyłam fortelu ze wstążeczkami, które ukryły to i owo.Potem stylizacja na cito ( docelowo będzie inna) i krótka sesja zdjęciowa. A to już wypadkowa Waszych i moich działań.






















I to już wszystko na dzisiaj. Operacja "sos tatarski" czeka. 

Pozdrawiam

Marysia

środa, 12 kwietnia 2017

W pogoni za czasem

I znów pojawiam się na chwilkę, aby zdać relację z moich jajkowo - czasowych potyczek. Udało mi się wyciąć elementy według zamieszczonego w magazynie wzoru. Mam nadzieję, że wpasują się w styropianki 12. A oto jak wyglądają po wycięciu (prawie figury przystające).






  


 

To by było na tyle. Teraz mam dylemat " Kleić, czy gotować obiad?" Chyba wybiorę to drugie, bo jestem trochę głodna.

Pozdrawiam

Marysia