czwartek, 21 września 2017

Dla tych, co niosą miłość


"Nie wystarczy pokochać,

trzeba jeszcze umieć
wziąć tę miłość w ręce
i przenieść ją przez całe życie"

Słowa znalezione gdzieś w necie tak bardzo zapadły mi w serce, że postanowiłam podzielić się z Wami refleksją, która zrodziła się pod ich wpływem. Wydaje się, że w dzisiejszych czasach słowo miłość tak jakby straciło na wartości, spowszedniało do tego stopnia stopnia, że umyka gdzieś jego prawdziwa istota. Z łatwością mówimy "kocham" i z równą łatwością cofamy to słowo, a przysięga małżeńska, dla wielu, z lekka trąci myszką. A tak naprawdę, czymże jest Miłość?

...Co to 
Jest miłość? 
Czy to uśmiech z mojego lustra 
Co to 
Jest miłość? 
Czy to usta, czy dłonie twe? 

Gwiazdą, co świeci jak Super Nowa 

Żarem, gdy w ustach zapłoną słowa 
Tym jest, tym jest, mój miły, miłość 
Całego świata w posadach drgnieniem 
Twego pragnienia wielkim pragnieniem 
Tym jest, tym jest, mój miły, miłość... 

...Smagnięciem bólu i warg zachwytem 
Odkryciem powiek, kiedy zakryte 
Tym jest, tym jest, ma miła, miłość 

Brakiem oddechu na górskim szczycie 
I najszczęśliwszym ze wszystkich życiem 
Tym jest, tym jest, ma miła, miłość ...


Tak postrzega miłość Piotr Rubik, pięknie, naprawdę pięknie. Może więc warto zainspirować się tymi słowami i wrócić do początków, przeżyć wszystko jeszcze raz?  I zanucić:

...Niech mówią, że to nie jest miłość,
Ze tak się tylko zdaje nam
Byle się nigdy nie skończyło
To wszystko, co od Ciebie mam..

Dla tych, którzy uwierzyli w miłość, wytrwale niosą ją w swoich dłoniach przez wspólne życie i nie wierzą tym, co mówią, że tak się im tylko zdaje. Dla tych, dla których przysięga małżeńska jest wciąż aktualna i nie trąci myszką ,dwie skromne, z sercem haftowane  karteczki.

Urszuli i Marianowi, w 50 Rocznicę Ślubu:








Dorocie i Markowi w 40 Rocznicę Ślubu









I to już wszystko. Biegnę przenieść moją miłość przez dzisiejszy dzień.

Pozdrawiam serdecznie

Marysia

sobota, 16 września 2017

Z ostatniej chwili

Dzisiaj trochę pozbieranych stopchwilek, które zadziały się obok twórczego działania i codziennych obowiązków. W sprawie robótek, to brakuje jeszcze przysłowiowej kropki nad "i" i będę mogła zaprezentować to, co udało mi się zdziałać. Jednak na pierwszy plan, zdecydowanie wysunął się się nasz syn, który przedwczoraj, broniąc się dzielnie, uzyskał tytuł magistra i tym samym pożegnał uczelniane progi. Ogromny stres a potem wielka radość, szampan i tort. Teraz, jak sam mówi, pozostała tylko czterdziestoletnia droga do emerytury, ale tak naprawdę praca go fascynuje i pozwala się realizować przynosząc nowe, interesujące wyzwania.




Kolejne radosne wydarzenie, to przesyłka od Moniki z bloga Katalog Inspiracji, na którym udało mi się wygrać urodzinowe candy. Dotarła do mnie w poniedziałek w postaci kartonika pełnego cudownych prezentów. Zresztą zobaczcie same.








 Dziękuję Moniko raz jeszcze.

W międzyczasie za kamiennym murkiem lato zmagało się z jesienią. Deszcz, chmury i zimno nie zachęcały do spacerów i przesiadywania w ogródku, więc wiele zapewne umknęło uwadze mojego fotografa, ale kilka ciekawych fotek odchodzącego lata udało mu się w kadrze zatrzymać.








I to, co nieuchronnie zwiastuje jesienny czas.





Czy widzicie zdziwienie sąsiada, który spogląda na zmieniający się świat z wierzchołka płaczącej brzózki?



Fotograf poszalał z aparatem, a ja tymczasem spróbowałam "dosłonecznić" i docieplić naszą przestrzeń życiową małym decu.








I tym oto nieco bardziej optymistycznym akcentem kończę mój dzisiejszy wpis. Czeka na mnie trochę weekendowej pracy i postawienie kropki nad "i" w rozpoczętym robótkowaniu.

 Pozdrawiam i życzę miłego odpoczynku.

Marysia




piątek, 8 września 2017

Książki pełne StopChwilek

Z gustami się nie dyskutuje, z czytelniczymi też. Lubimy czytać to, co do nas przemawia,  co nas  uczy, intryguje, dodaje otuchy, buduje nasze wnętrze, co nas bawi, czasami smuci lub wywołuje głębokie refleksje.Są książki  na miłe wolne popołudnie czy wieczór i takie na spokojny poranek, gdy cały dom otula cudowna cisza. I takie  właśnie poranki lubię najbardziej. Sięgam wtedy po książki "dyżurne" pełne stopchwilek. Otwieram je na przypadkowej stronie i czytam.Od czasu do czasu przerywam i zanurzam się we własnych myślach. Czasami tonę.Takie "bycie" sama ze sobą w ciszy poranka ma ogromną moc, działa jak najlepszy psychoanalityk. Trzeba tylko mieć odwagę wsłuchać się w siebie, poznać i zrozumieć własne emocje. Odważnie spojrzeć prawdzie w oczy i zacząć nowy dzień z uśmiechem na ustach,  z radością i nadzieją w sercu.
A oto moje specjalistki od leczenia duszy i ładowania akumulatorów pozytywną energią.Setki stopchwilek ukrytych między stronicami, czekających cierpliwie na odkrycie.












I jeszcze trochę radości z tworzenia, czyli kolorowe zakładki, które pozwalają zatrzymać czas i nie dają pogubić myśli.










I tym kolorowym akcentem kończę moją dzisiejszą pisaninę życząc Wam miłego weekendu.

Pozdrawiam

Marysia