niedziela, 26 marca 2017

2 godziny 9 minut 44 sekundy

Witam serdecznie w niedzielne popołudnie. Wpadam tylko na chwilkę, aby napisać Wam o sukcesie naszego syna, Szymona. Już od wczesnego rana (6.00) panowała w naszym domu nieco nerwowa atmosfera. Przyczyna? 10 Poznański Półmaraton i Szymon jako jeden z ponad 12 tysięcy uczestników. Przygotowywał się do tego wydarzenia przez wiele tygodni biegając, spijając różne mikstury (białko, bcaa i inne witaminki) i katując domowników dietą wysokobiałkową. We wczorajszym menu królował makaron, podobno tak trzeba, a dzisiaj od rana płatki owsiane. I w końcu pojechał a ja przez cały czas wspierałam go myślami bojąc się ot, czy wytrwa i szczęśliwie dobiegnie do mety. Dobiegł (czas w tytule) "pozostawiając swój ślad w Poznaniu". Jestem dumna, że dzięki ciężkiej i wytrwałej pracy, mimo kontuzji kolana, osiągnął zamierzony cel. Taka miła niedzielna radostka wcale niecodzienna.





Pozdrawiam

Marysia (dumna mamuśka)

sobota, 25 marca 2017

Wiosna w kolorze blue

Moje codzienne spacery utartym szlakiem przyniosły w końcu wymierny skutek ( 4 kg mniej) oraz to, co ważniejsze, choć ulotne i niemierzalne, piękno budzącej się do życia  natury. W ubiegłym tygodniu podziwiałam śnieżyce, dzisiaj -cebulice. Przecudne kwiatki, które co roku wczesna wiosną zakwitają pięknym niebieskim kobiercem w przykościelnym parku. Cieszą oczy przechodniów i budzą zazdrość wśród posiadaczy przydomowych ogródków. Kilka lat temu zasadziłam kilka u siebie, ale skutek raczej mierny ( ziemia poza klasowa), rośnie tylko to, co w donicach lub to, co zapuszcza głęboko korzenie. Te "proboszczowskie" wyglądają cudnie. Zresztą zobaczcie same.





























Jeszcze kilka fotek z mojego ogródka, tego z glebą poza klasową, ale i tutaj, mimo wszystko najdzielniejsze okazy postanowiły powitać wiosnę.























Pozdrawiam wiosennie

Marysia

piątek, 24 marca 2017

Wspólny mianownik pisanek-wyklejanek

To już ostatnie pisanki - wyklejanki na tegoroczną Wielkanoc. Skończyła mi się wena i tak naprawdę nie mam potrzeby tworzenia "do szuflady". Część z nich ozdobi mój dom, część powędruje do przyjaciół. Zwykle swoje prace dostosowuję do  wnętrza, stąd spora różnorodność i pomieszanie stylów. Który jest mi najbliższy? - nie wiem. Lubię różnorodność, chociaż staram się, aby wszystko, co robię miało wspólny mianownik i było zgodne z tym, co lubię. Czasem moje wybory zależą od nastroju, kiedy indziej od potrzeby chwili, a bywa i tak, że pomysły rodzą się pod wpływem impulsu. Jak to zadziałało w przypadku moich pisanek - wyklejanek? Zobaczcie i oceńcie same.


























 Pozdrawiam

Marysia




środa, 22 marca 2017

Motyli czar

Decu, jak zwykle, robiłam hurtowo, bo tak łatwiej. Same wiecie, różne farby, pędzle, kleje, bałagan w pakamerce i inne niedogodności. Zwykle zabieram się za to, gdy mam gotowe pomysły, dobrane serwetki i wenę twórczą. Tak było i tym razem. Dzisiaj kolejna porcja wielkanocnych pisanek, a tak naprawdę wyklejanek. Motywem przewodnim są motyle, zwiastuny wiosny i lata. Ich piękno jest ulotne i dlatego często umieszczam je w moich pracach, aby ten motyli czar zatrzymać na dłużej. Na ile mi się to udało oceńcie same.















Pozdrawiam serdecznie

Marysia

Ps. Na stole motyw wykonany szablonem malarskim.




wtorek, 21 marca 2017

Zakochana w bieli i fioletach

Biel i fiolet, to moje ulubione kolory i trzymam ten kurs w naszym domu. Domownicy się przyzwyczaili (twierdzą, że im się podoba), goście chwalą a ja trwam w fiołkach, bratkach i lawendach. Od czasu do czasu dodaję trochę świeżej zieleni i w moim odczuciu jest OK. Co się da maluję na biało, bo to rozświetla przestrzeń i świetnie komponuje się z fioletem nadając, wnętrzom subtelnej elegancji i swoistego stylu. Tak lubię i tak mam(y). Mój mąż połknął fioletowo- białego  bakcyla i wspiera mnie w moich działaniach pędzlem, młotkiem,śrubkami i innymi akcesoriami przypisanymi mężczyznom. Dzięki. 
Nie byłoby Wielkanocy bez moich przewodnich barw. I tak powstało jajeczko oraz wazonik na wierzbowe gałązki. Tło stanowią fioletowe!!! ściany i tacka, moje recyklingowe dzieło.










Pozdrawiam biało-fioletowo

Marysia

niedziela, 19 marca 2017

Mój kawałek podłogi a parawan w skali mikro

Zawsze marzyłam o parawanie. Był dla mnie symbolem intymności, własnego kawałka przestrzeni. Już w czasach studenckich, w akademiku, wydzielałam swój kącik szafą ubraniową. Lubiłam mieć swoje miejsce na ziemi, gdzie mogłam być choć na chwilę sama. Tak już mam. Lubię od czasu do czasu pobyć tylko ze sobą, poskładać myśli nieuczesane i pomarzyć. 
Wracając do parawanu, najpierw w wynajmowanym pokoju nie było dla niego miejsca, potem brakowało środków, bo były inne potrzeby. Teraz w moim domu mam swój kawałek podłogi i parawan tak naprawdę nie jest mi potrzebny. Ale marzenie pozostało i pewnego dnia ziściło się w wersji mikro. Gdy zobaczyłam go na wystawie sklepowej od razu wiedziałam, że musi być mój. Kupiłam, postawiłam i zaczęłam szukać pomysłu na wypełnienie pustych okienek. Długo chodziłam z tym problemem, który jak większość moich myśli, zajął wyczekującą pozycję "z tyłu głowy"aż w końcu , jak zwykle nieoczekiwanie pojawił się pomysł. Potem kilka dni na realizację i jest. Stoi na komodzie w sypialni i wydaje mi się, że mu tam całkiem dobrze. Komoda pochodzi z lat 80 tych ubiegłego stulecia!!! Była lekko podniszczonym meblem z drewna sosnowego. Teraz w nowej wybielonej szacie prezentuje się całkiem nieźle, przynajmniej tak mi się wydaje. Lubię ten design,  dużo bieli, transferowe zawieszki i poduszki na krzesłach pamiętających czasy przedwojenne a więc czasy dość odległe. 
 Często, gdy "reanimuję" stare przedmioty, takie z duszą, zastanawiam się jakie kryją w sobie tajemnice, świadkami jakich zdarzeń były i co powiedziałyby, gdyby mogły mówić.Lubię to moje domowe SPA dla starych "rupci", bo mogę puszczać wodze fantazji tworząc historie wydumane i nieprawdziwe. Dlatego też uwielbiam wszelkie targi staroci, gdzie nie szukam antyków, ale zwykłych przedmiotów codziennego użytku, z pozoru nikomu nie potrzebnych i bezwartościowych, a dających tyle możliwości tworzenia rzeczy oryginalnych, nietuzinkowych i pięknych. Czerpię ogromną radość z przerabiania starego na nowe, a w każdej "staro-nowej" rzeczy ukrywam cząstkę siebie.Taki sposób na samorealizację i swoje miejsce na ziemi. 
A oto parawan, bohater dzisiejszego posta, w towarzystwie komódki, jednego z dwóch krzeseł i kilku innych drobiazgów. To mój kawałek podłogi, taki jak lubię, gdzie porządkuję moje myśli nieuczesane i marzę.
























Pozdrawiam serdecznie zza mojego mikro parawanu

Marysia