niedziela, 22 lipca 2018

W, jak wspomnienia

W, jak wspomnienia
 ...czyli okruchy wspomnień, które chcemy od zapomnienia ocalić.Czasem działają jak impuls i pobudzają do działania, kiedy indziej sentymentalny nastrój wywołują, ale są też i takie, które rodzą złość i stare żale budzą. Tyle się w naszym życiu dzieje, tak wiele stopchwilek się zdarza, tyle codziennych radostek nas spotyka, ale tylko niektóre na długo w pamięć zapadają. Ulotność wrażeń ma swoje zalety, ale czasem szkoda, że minęło, że uleciało z pamięci, bo przecież było tak pięknie.Dlatego dobrze, że są wśród nas tacy, którzy tą niby zwyczajną codzienność w słowach, na fotografiach lub filmach próbują zatrzymać.
Ja, do tego, co bezpowrotnie minęło, mam szczególny stosunek, który kuframi pełnymi zdjęć i pamiątek wszelakich się objawia. Są w nich albumy skrzętnie wypełnione, są fotografie, które jeszcze na swoją miejscówkę czekają, są listy, pocztówki, karteczki ręką mamy pisane i haftowany fartuszek, który nosiła, jest chrzcielne ubranko, licealny i studencki biret naszego syna, są teczki pełne rysunków i listów do Mikołaja, są.... Jest tego wiele i każdy drobiazg do wspomnień jest okazją, ale ciągle czuję niedosyt i mam nieodparte wrażenie, ze coś obok mnie przemyka niezauważone w porę, a potem tylko żal po stracie pozostaje.
Kiedyś miałam pomysł, aby krążące w rodzinie anegdoty i zabawne wydarzenia spisać, aby w przyszłości, dawne czasy wspominając, trochę fabularnej nutki im nadać, jednak, jak dotąd, nic w tej kwestii się nie zadziewa. Powstał natomiast  notes, w którym moje  myśli nieposkładane przed przed inwazją sklerotycznych zmian skrzętnie chowam w nadziei, że kiedyś bardziej wymierny użytek z nich zrobię, albo ktoś..., jeśli za godne uwagi je uzna,
tak jak to w przypadku niezwykłej mieszkanki mojej ulicy było.
Pani Krystyna Januszewska, bo o Niej mowa, stare dzienniki, zapiski, wspomnienia i fotografie  swoich przodków zebrała, w fabularne treści ubrała i w ważne dla Polski wydarzenia  wplotła. I tak powstała rodzinna saga, która pracę u podstaw, uczciwość i prawość promuje ale i zależność ludzkich losów od wielkich tego świata przedstawia.
Jeśli bliskie są Wam takie klimaty, to po Dziedzictwo i Kołysankę sięgnijcie..
Mnie, oprócz wspaniałej lektury, jeszcze dodatkowa przyjemność spotkała, otóż autorka poprosiła mnie o wykonanie zakładek na promocję Kołysanki przeznaczonych. Wybrałam motyw polnych kwiatów na szarym płótnie haftowanych, bo taki najbardziej odpowiedni mi się wydawał i w klimat polskiej kresowej wsi doskonale, moim zdaniem, się wpasował.

























Tak więc moje zakładki w towarzystwie Kołysanki do nowych właścicieli powędrują i stopchwilki zaznaczą.

Jako, że w kwiaty polne się przybrały, to i na przyjęcie  w DIY iść mogą, więc za zadanie w wyzwaniu wziąć udział mają.


To by było na tyle jeśli o W, jak wspomnienia chodzi, ale to jeszcze nie koniec mojej dzisiejszej pisaniny, bo inne skojarzenia po głowie mi chodzą.
W, jak wyszywanie,
czyli różnymi technikami ściegi hafciarskie wykonywane na bazie 
W, jak wzorów  
gamie szerokiej, której bezkres czasami mnie przeraża i W, jak wielce natrudzić się muszę, aby sensownego W, jak wyboru dokonać. Nie zawsze jest tak jak bym chciała, ale na ogół , dzięki 
 W, jak wyszukiwarce, ten W, jak właściwy w oko wpada.
W, jak wiedza,
której niezbędne minimum posiadać trzeba, aby działać zacząć, a potem ją pogłębiać i swoje umiejętności doskonalić, bo przecież nic innego jak praktyka mistrza czyni.
W, jak wrzeciono, 
czyli sprytne narzędzie, które dawniej prządkom, dziś przez maszyny zastąpionym, wić się nitkom pozwalały.Dziś już u prząśniczki piękne jak anioł dzieweczki nie zasiadają, ale wrzeciona pracują i dzięki nim niteczki do haftowania mamy.
W, jak wena,
czyli bardzo kapryśny stan, które na nasze poczynania ogromny wpływ ma. Czasem bardzo obrażalska bywa i na długi czas nas opuszcza w siną dal odchodząc, aby za czas jakiś, ni stąd ni zowąd, jednym impulsem do dalszego działania nas zachęcić. Dobrze jeśli przymusu do działania nie ma, ale co zrobić, jeśli W, jak wyzwania u progu stoją, a timer niecierpliwie czas odmierza?
Wtedy W, jak wyobraźnię obudzić trzeba i na poszukiwanie weny, W, jak wyekspediować.
W, jak wiara w siebie,
czyli wszelkie W, jak wyobrażenia o braku własnych talentów odrzucić, W, jak właściwą sposobność znaleźć i światu pokazać, że jesteśmy W, jak wielcy i za kolokwializmem reklamy powtórzyć Brawo Ja!
W, jak wizerunek,
o który w życiu dbać trzeba, bo przecież "jak cię widzą, tak cię piszą", ale nie o to tym razem mi chodzi, myślę o  naszych pracach, które przecież  o nas świadczą i ten wizerunek tworzą. I tu staranność, dokładność i perfekcję docenić trzeba, bylejakości je przeciwstawiając.Ponadto  uczciwość we wszelkich blogowych kontaktach od komentarzy począwszy, a na wszelkich zabawach i wyzwaniach kończąc.
W, jak wartość,
czyli to w jaki sposób my i inni naszą pracę cenią, i to nie tylko wartością pieniądza mierząc, ale również W, jak wrażeniem, jakie wywołuje.
W, jak więcej skojarzeń nie mam, więc kramik zamykam,
miłego tygodnia życzę, a tym, którzy urlopują, W, jak wspaniałych ,W, jak wakacji.

Marysia

poniedziałek, 16 lipca 2018

U, jak udany weekend

U, jak udany weekend
Kolejna niedziela a wraz z nią literka U, która w skojarzenia zbyt obfita nie jest, ale, ku mojemu niezadowoleniu, nieuchronny koniec alfabetu zwiastuje. I co ja biedna,  w zamian Wam zaoferuję? Szarym komórkom trzeba będzie pole do popisu dać i zielone światło, wszelkiej kreatywności zapalić.Może się uda, a jak nie, to mówiąc kolokwialnie, z nudów, bywając u mnie, pomrzecie.
Tymczasem U, jak udany weekend za mną, za co wszystkim, którzy się do tego przyczynili, serdecznie dziękuję. 
A wydarzyło się wiele, gościłam i byłam goszczona, w miłym towarzystwie czas spędzając, kawką i słodkościami się racząc.Otóż w sobotę trzy cudowne kobiety zaszczyciły mnie swoją wizytą, na tarasie zasiadły, tarty z malinami i borówkami spróbowały, w kąciki za kamiennym murkiem pozaglądały, upominki pozostawiły i pojechały, o rewizytę prosząc.
Miły to był czas, pełen babskich pogaduszek i sympatycznych, wzajemnych relacji. Zostały wspomnienia, kilka fotek, frywolitkowe biżutki i zestaw do quillingu zapraszający do podjęcia kolejnego rękodzielniczego wyzwania.
Dziękuję dziewczyny za wspólnie spędzony czas.


Tak minęła sobota. 
Niedziela pozwoliła mi odwiedzić mojego, wiekowego już Tatę, pobyć z nim trochę, powspominać dawny czas i po prostu przytulić.Z troską obserwuję zmiany, jakie z upływem lat w Nim zachodzą.Niewiele zostało z tryskającego energią przystojniaka, pełnego pomysłów i chęci do życia. Czas nieubłaganie robi swoje i aż strach pomyśleć, co będzie dalej, więc trzeba łapać każdą nadarzającą się okazję i czerpać radość z każdej chwili, która nam jest dana.
Potem jeszcze kawka i serniczek w lawendowym zakątku mojej siostry i powrót do domu, gdzie mogłam zasiąść nad tamborkiem, aby trochę popracować nad upominkami dla Anette i Ani i w tle piłkarskie zmagania Chorwacji i Francji śledzić.
Taki był ten weekend. Przyniósł wiele miłych wrażeń i nowych doświadczeń.
Wracając do hafciarskiego alfabetu,
U, jak UFOK 
na pierwsze miejsce się loguje, stan, każdej hafciarce doskonale znany, gdy z różnych powodów, nieskończona praca w czeluściach szuflady zalega, prawie sen z oczu spędzając i o U, jak uwagę się Upominając, a że cierpliwy nawet kamień ugotuje, więc i moje rocznicowe serducho status UFOKa straciło, pięknie przez zaprzyjaźnioną Rameczkę oprawione , lawendową sypialnię w naszym domu zdobić będzie. Serducho z wielu słów o miłości złożone, dużymi krzyżykami wyhaftowane, trochę zgrzebny wystrój wnętrza podkreślić miało, stąd prześwity i cieniowana mulina, jakby przecierką potraktowana.Zresztą zobaczcie same i oceńcie, czy pomysł dobry miałam i zamierzony efekt osiągnąć mi się udało.








Serducho ze słów złożone na wyzwanie Gościnnej Projektantki Szuflady zgłaszam.


U, jak urobek,
czyli, to, co zrobić się udało, osobiste zasoby rękodzielnicze zwiększając. Wprawdzie znaczna jego część w dobre ręce, mam nadzieję, poszła, ale nadal, mentalnie do nas należy w folderach ze zdjęciami zalegając.Czasem do starych zdjęć zaglądając lub bloga przeglądając, sama sobie się dziwię, że tego tak dużo.
U, jak uśmiech, 
który na twarzy się pojawia, gdy miłe wspomnienia na myśl podczas pracy przychodzą, lub gdy haftu przybywa piękne wzory tworząc.
U, jak upór,
dzięki któremu rozpoczętą pracę ukończyć się udaje, mimo przeszkód, które w trakcie realizacji, na drodze nam wyrosły i początkowy zapał U, jak uleciał. Mówią, że upór, to przywilej osła, ale czasem tym osłem stać się trzeba, aby dzieła dokonać i w zgodzie z samą sobą pozostać, bo UFOKów chyba  żadna z nas nie lubi i źle nam się kojarzą.
U, jak uznanie,
które w Waszych komentarzach się pojawia, a na które zawsze z niecierpliwością czekam, chociaż proszę, abyście słów krytyki nie szczędziły, gdy taka potrzeba,Waszym zdaniem, zajdzie.

U, jak ujęcie( inne) tego samego,
czyli po prostu lifting, do którego Ania, swoim lipcowo-sierpniowym wyzwaniem mnie zmusiła, a co, przyznać muszę, niezłą U, jak umysłową gimnastykę z szarymi komórkami w roli głównej wywołało, które w U, jak ukropie, przez ostatnie U, jak upalne dni , U, jak uwijać się musiały. Zupełnie pomysłu na to zadanie nie miałam, ale U, jak upór zadziałał i oto są.


Najpierw kartkę Ewy "obróbce" poddałam, piękne tulipany guzikowymi kwiatkami zastąpiłam oraz napisu o innej treści użyłam. Zachowałam kształt, formę i kolorystykę. I oto guzikowa karteczka gotowa. Mam nadzieję, że Ewie się spodoba.







Jeszcze obie razem, aby łatwiej było podobieństwa i różnice dostrzec.



























Tak mi się to liftingowanie spodobało, że rzutem na taśmę kartkę Ani odmieniłam. Zachowałam format, motyw kwiatowy i przesłanie, ale kolorystykę i dodatki zmieniłam. Tak więc karteczkę na papierze czerpanym, z zasuszonym bratkiem, na konto mojego U, jak urobku zapisać mogę.







I jeszcze w towarzystwie pięknego oryginału




I tym kwiatowym akcentem mój U, jak udany weekend kończę wielką U, jak ulgę czuję,że zadania wykonane zostały,  literce U za udział w kolejnej edycji Hafciarskiego alfabetu dziękuję, a Wam U, jak udanego tygodnia życzę.

Marysia

Ps. Zapomniałam o alfabetycznym banerku, więc jest

Copyright © 2016 StopChwilka , Blogger