poniedziałek, 15 maja 2017

Stoliczku nakryj się...

Stoliczku nakryj się...
Zawsze miałam słabość do obrusów, serwet i serwetek. Wytrwale prałam , krochmaliłam i prasowałam. Zresztą robię to do dziś.Tak robiła moja mama, tak robię i ja .Mój syn tego robić nie będzie.Wiadomo mężczyzna! Haftowane serwety i obrusy zastąpią materiały plamoodporne albo plastikowe podkładki. Praktyczne , może i ładne ale bez duszy, bez tego "czegoś". Ja wolę może trochę nierówne ściegi, ale zrobione z sercem. Tak jak prezentowany dzisiaj bieżnik, który rodził się dość długo, ale chyba było warto?!










Pozdrawiam

Marysia

sobota, 13 maja 2017

Fenomen ciszy

Fenomen ciszy


Wczesny ranek. Tkwię w ciszy. Staram się zatrzymać wrażenia, które kołaczą mi w głowie po skończonej właśnie lekturze, książce Valentina Musso Zimne popioły. Intrygujący tytuł, za którym kryje się historia rodziny, osnuta  mroczną i przerażającą tajemnicą związaną z nazistowskimi fabrykami nadludzi, Lebensborn .Bohater podążając za maksymą "Kiedy zaczynamy kopać w przeszłości, musimy w tym wytrwać do samego końca..."  odkrywa zaskakującą prawdę i stara się zrozumieć przeszłość.




Ja zatrzymałam się na chwilę nad słowami  Marguerite Yourcenar wyrytych na nagrobku jednej z bohaterek "Cisza stworzona jest ze słów, których nie wypowiedziano." 
Ile jest takiej ciszy wokół nas? To przerwane nagle rozmowy, słowa, które nie wybrzmiały do końca. To słowa modlitwy w ciszy kościoła, swoiste sam na sam z Bogiem, kiedy myśli kłębią się w głowie szukając ukojenia.To splątanie wątki, które staramy się rozsupłać podczas bezsennych nocy, intymne tajemnice otulone ciszą. To kojąca cisza poranka, kiedy wstaje nowy dzień przynosząc nadzieję na nowe, piękne przeżycia.  Z upływem lat, coraz częściej zanurzam się w ciszy. Szukam w niej samej siebie. Uciekam od zgiełku, który plącze i zagłusza moje myśli. Już nie muszę robić tego, co kłóci się z moim postrzeganiem świata. Znów zaczynam lubić i  akceptować siebie taką jaką jestem.Cisza mnie wyzwala i na tym polega jej fenomen. A może to tylko oznaka przemijania i słabnących możliwości percepcyjnych? Zwykłe ludzkie zmęczenie? Nieważne. Lubię ciszę, lubię mój mały kawałek podłogi nią otulony. Lubię te moje stopchwilki, czas na pozbieranie ulotnych wrażeń i codziennych radostek. Ale lubię też ludzi i otaczający mnie świat, niewyczerpane źródło doznań i inspiracji. Zanurzenie w ciszy pozwala przeżyć wszystko jeszcze raz, nabrać dystansu, zachować, co dobre, naprawić to, co nie wyszło.Cisza leczy i inspiruje. Cisza jest nam potrzebna jak woda i tlen.Niewypowiedziane słowa muszą wybrzmieć, a tylko w ciszy słychać je dobrze.

Pozdrawiam cichutko

Marysia

Ps. Motylki i zakładka, to wynik gniazdowania w kąciku kanapy.


wtorek, 9 maja 2017

Na pocieszenie

Na pocieszenie
Nie planowałam dzisiaj odwiedzin na blogu, ale "wiosenna " aura tak mnie zaskoczyła, że nie mogę milczeć.Wszyscy mamy dosyć zimna, deszczu i niepogody, ale śnieg 9 maja, to już przesada. Zachęcona południowym słońcem wyszłam na codzienny spacer pełna optymistycznych myśli, wróciłam z lekka zmarznięta i przyprószona śniegiem. Udało mi się zrobić fotki tego fenomenu pogodowego i  zatrzymać w kadrze niecodzienność sytuacji.




 Na pocieszenie dedykuję Wam haftowany obraz pełen letnich kwiatów, który miał ujrzeć światło dzienne nieco później, ale potrzeba chwili zmusiła mnie do wcześniejszej prezentacji mojej pracy. Zdjęcia zrobiłam przed południem, kiedy nic nie zapowiadało późniejszego śniegu i przejmującego chłodu. Mam nadzieję, że powiało optymizmem i nadzieją na słoneczne dni.








Pozdrawiam 

Marysia

PS. Kwiaty i świeża zieleń to atrybuty majowego ogrodu i właśnie dlatego postanowiłam odpowiedzieć na majowe wyzwanie szuflady haftem kwiatów na parapecie.


poniedziałek, 8 maja 2017

Gość z lasu

Gość z lasu
Wpadam tylko na chwilę w sprawie niecierpiącej zwłoki, bo jak inaczej potraktować wizytę jelonka za kamiennym murkiem. Tak, tak jelonka! Takiego prawdziwego, najprawdziwszego, z lasu. Mieszkamy nieco na uboczu, wśród pól, ale do lasu trochę daleko, więc niecodzienność sytuacji zaskoczyła nas ogromnie. Otóż ten leśny mieszkaniec przerwał nam śniadanie pojawiając się ni stąd ni zowąd  na naszym podwórku. Był trochę zdezorientowany, trochę przestraszony i chyba sam zaskoczony sytuacją w jakiej się znalazł. Wszedł  przez otwartą bramę, ale nie bardzo mógł znaleźć drogę powrotną. Próbował kilka razy sforsować płot, ale ten okazał się za wysoki. Jednak, gdy determinacja sięgnęła zenitu 180 centymetrowe ogrodzenie zostało pokonane a po jelonku zostały tylko fotki , ślady kopyt i uszkodzony słupek. Ot ulotność chwili!








Jeszcze dwie fotki na pocieszenie dla tych, którzy z utęsknieniem wypatrują wiosny.



Miłego tygodnia

Marysia

niedziela, 7 maja 2017

W międzyczasie

W międzyczasie
Wczoraj, od samego rana z lekka powiało wiosną. Słoneczko, brak deszczu i ptasi świergot za oknem . Super! Nagła decyzja, trzeba obejść włości za kamiennym murkiem. Mąż, aparat i ja, czyli zgrany team w komplecie wyrusza na zwiad. Pierwsze spojrzenie i... oj! jak żółto! 




Poweselało od tego żółtego, prawda? I nie tylko, bo na dodatek urosło i zakwitło, na przekór chłodowi i mało wiosennej aurze. Widać,że determinacja górą.




Slimaczki, też zdeterminowane i chyba znudzone samotnością,  postanowiły pospacerować troszeczkę i na chwilę opuściły swoje domki.



Chcąc zatrzymać ulotne wrażenia , na wszelki wypadek zabrałam ze sobą gałązkę kwitnącej pigwy.


I wiedziałam, co robię, bo dzisiejszy ranek przywitał nas ulewnym deszczem. Tym razem, nasz team, w nieco innym składzie, to znaczy mój mąż, aparat i zamiast mnie parasol, wyruszyli na poszukiwanie ulotnych deszczowych wrażeń. 


Co zobaczyli? Deszczowe perełki, mnóstwo przejrzystych kropelek, które przystroiły liście i kwiaty jak biżuteria od Svarowskiego.







No i...wszędobylskie kałuże, które nie nastrajają optymistycznie. I jak tu przejść w sandałkach?!



 Dla zachowania tradycji i poprawy humoru upiekłam małe co nieco jako dodatek do popołudniowej herbatki.





Zadziałało?

A oto przepis, prosty i łatwy. Jak u mamy.

Ciasto:
5 jaj
2,5 szklanki mąki
1,5 szklanki cukru
cukier waniliowy
2 łyżeczki proszku do pieczenia
0,75 szklanki oleju
0,75 szklanki wody

Jajka ubić z cukrem i z cukrem waniliowym. Stopniowo dodawać pozostałe składniki (zmniejszyć obroty mixera).Piec w temperaturze ok.180 stopni.

Polewa:
2 łyżki masła
2 łyżki kakao
4 łyżki cukru
1 łyżka wody

Wszystkie składniki rozpuścić na wolnym ogniu. Polać lekko przestudzoną babkę. 
I gotowe! Smacznego!

I to już wszystko na dzisiaj.Zaszyję się teraz w kąciku kanapy i będę haftować motyle. Taki mam plan.

Pozdrawiam 

Marysia
Copyright © 2016 StopChwilka , Blogger