środa, 12 kwietnia 2017

W pogoni za czasem

W pogoni za czasem
I znów pojawiam się na chwilkę, aby zdać relację z moich jajkowo - czasowych potyczek. Udało mi się wyciąć elementy według zamieszczonego w magazynie wzoru. Mam nadzieję, że wpasują się w styropianki 12. A oto jak wyglądają po wycięciu (prawie figury przystające).






  


 

To by było na tyle. Teraz mam dylemat " Kleić, czy gotować obiad?" Chyba wybiorę to drugie, bo jestem trochę głodna.

Pozdrawiam

Marysia

wtorek, 11 kwietnia 2017

Zdążyć przed Wielkanocą

Zdążyć przed Wielkanocą
Witajcie, czy wasz czas też tak ostatnio przyspieszył? Do Wielkanocy pozostało go niewiele, za to pracy jakby przybywało. Zupełnie jak wielkości odwrotnie proporcjonalne.Miałam ambitne plany, ale chyba będę musiała spasować i działać wybiórczo. Stąd też mój dzisiejszy post.Otóż w ubiegłym roku zachwyciłam się pewnymi wzorami na haftowane jaja i pod wpływem nagłego impulsu przystąpiłam do działania.Podjęłam, jak się okazuje, dość karkołomną decyzję i nadal przy niej obstaję, choć nie wiem, czy zdążę na czas. Zobaczcie i oceńcie same.
Tyle już mam:












 Przede mną jeszcze cięcie, klejenie i kosmetyka. Boję się coś pójdzie nie tak i dlatego pokazuję, co mam, na wypadek niepowodzenia lub przegranej z czasem.Chętnie poświęciłabym się temu zadaniu bez reszty, ale  na realizację czekają inne czasochłonne, choć smaczne zadania: babki, serniki, pasztety i.... same zresztą wiecie najlepiej.
Tymczasem uciekam gonić czas. Pozdrawiam.

Marysia

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Cuda wianki w Szreniawie

Cuda wianki w Szreniawie
Serdecznie witam w późne niedzielne popołudnie. Moi panowie rozsiedli się wygodnie przed telewizorem i z wielkim zaangażowaniem, dosłownie i w przenośni, oglądają mecz Lecha i Legii, a ja gniazduję na kanapie i próbuję sklecić tego posta. Był to dla mnie dzień pełen większych i mniejszych radostek. Otóż, za namową naszych przyjaciół, Ani i Radka, wybraliśmy się do Szreniawy na coroczny kiermasz wielkanocny. Stanowiliśmy niezły team, Ania, osoba artystycznie i folkowo zakręcona, ja ciekawa wszystkiego, co dotyczy rękodzieła, nasi panowie ukierunkowani na małe lokalne browary i doznania kulinarne.Z ogromnym zainteresowaniem przechadzaliśmy się pomiędzy licznymi straganami pełnymi pięknych rękodzielniczych dzieł oraz wyrobów sztuki kulinarnej. Bez trudu każdy z nas znalazł tam coś dla siebie. Spędziliśmy razem kilka fantastycznych godzin podziwiając, degustując i podpatrując, a że pogoda dopisała, to i wrażenia były odpowiednio  "doświetlone".Zresztą zobaczcie same.Wszystkie publikowane zdjęcia są autorstwa mojego osobistego fotografa i zostały wykonane za zgodą wystawców.

Najpierw zachwyciły nas piękne żurawie wykonane z ciekawych pniaków i deseczek. Mieszkamy na ulicy Żurawiej wiec przydałaby się taka ozdoba w ogródku.


Potem pisanki z kurzych, kaczych i gęsich wydmuszek wykonane różnymi technikami. Były naprawdę piękne a ich autorka udzieliła nam kilku cennych wskazówek dotyczących doboru wydmuszek i sposobów zdobienia.

Bogata oferta wszelkiego rodzaju przytulanek zupełnie powaliła mnie z nóg. Bogactwo form, barwnych materiałów, perfekcyjne wykonanie i sposób prezentacji - rewelacja!
















A oto zjawiskowe tiulowe panienki w mini sweterkach wykonanych z niezwykłą precyzją i kunsztem. Gorączkowo szukałam w głowie pomysłu na "zagospodarowanie" takiej panienki w moim domu, ale nie znalazłam. A teraz, o ironio, już wiem.

Kolejne stoisko po brzegi wypełniały wielkanocne palmy. Małe, duże i ogromne urzekały kolorami i różnorodnością.


Piękne pisanki w kreacjach ze sznurka i koronki doskonale komponowały się  z drewnianą skrzyneczką i sianem.

A oto krzyżykowy decoupage. Pokazuję, bo z takim sposobem zdobienia spotkałam się po raz pierwszy.

       Kolejny powód do zachwytu.Pięknie zaprezentowane gałgankowe panny. Czyż nie są urocze?



Jeszcze kilka filcowanych pisanek w sielskim otoczeniu.

Prawdziwe oblężenie przeżywało stoisko pani Małgorzaty Mateji, z Opola. Prawdziwe, ręcznie malowane ceramiczne cudeńka budziły wielkie zainteresowanie i zachwyt. Długa była ta moja stopchwilka w tym miejscu.Oj długa!
















A oto sposób wykonywania kraszanek. Ogromna precyzja i delikatność. Efekty piękne.


A teraz coś dla ciała. "Pykające" w kociołku grochówka i żur, domowe wędliny pięknie podane, pierogi i wszelkiego rodzaju kluchy, bigosy, mięsiwa i ciasta - raj dla podniebienia i zamach na "boczki", ale co tam , ...raz nie zawsze, dwa razy nie wciąż a trzy razy każdemu się może zdarzyć...jak mawia moja znajoma. Warto było!






I na pożegnanie. Piękne tulipany o niespotykanej barwie. Wyglądają przecudnie.


Wspaniały dzień. Mnóstwo ulotnych wrażeń i pełnych zachwytu stopchwilek Szkoda tylko, że nie wszyscy wystawcy zgodzili się na fotografowanie swoich prac, bo estetycznych doznań byłoby znacznie więcej.
Pozdrawiam serdecznie.

Marysia


piątek, 7 kwietnia 2017

Pod moim wcześniejszym postem, Wspólny mianownik pisanek-wyklejanek, znalazłam taki oto komentarz:
"Szkoda, że nie ma żadnego jajeczka w kolorze pomarańczowym lub wiśniowo - złotym... Na pewno wysępiłabym to cudeńko!!!." Podziałałam w myśl zasady "Mówisz - masz" i takie oto jajeczko powędruje do Czesi, autorki komentarza.Mam nadzieję, że przypadnie Jej do gustu i będzie miłym akcentem świątecznego wystroju.Pomarańczowe, z przyczyn obiektywnych musi poczekać do przyszłego roku.







Jest i wiśniowy, i złoty... a więc zadanie wykonane zgodnie z życzeniem

Pozdrawiam

Marysia

Wymianka

Wymianka
Witajcie, 
tego posta miałam napisać wczoraj, ale wieczorem, kiedy przechwyciłam kilka wolnych chwil, wena nie chciała nadejść.Zaczynałam kilka razy, ale bez skutku.Może byłam za bardzo zmęczona, bo od tygodnia poświęcam się prawie bez reszty bardzo prozaicznemu zajęciu, myciu okien. Mam ich sporo, bo 19 i wszystkie skrzynkowe, czyli wszystko x 2, do tego 14 drzwi z szybkami i krochmalone firanki, czyli mówiąc kolokwialnie "do zajechania".Jednak wizja gruntownie wysprzątanego domu jest tak silna, że powtarzam ten "proceder" kilka razy w roku. Myślę, że my, kobiety, po prostu tak mamy. Sprzątamy, dekorujemy, gotujemy, pieczemy , staramy się, aby naszym bliskim i nam żyło się piękniej, przyjemniej i smaczniej. Jednak pojęcie pięknego i przyjemnego życia ( smaczne nie łapie się do tego zbioru, bo jest zawsze na topie), często okazuje się pojęciem względnym i wtedy dopada nas "roz"czarowanie. Na szczęście pamięć jest ulotna i po chwilowym zastoju znów podejmujemy wyzwania, bo przecież, tak naprawdę lubimy być westalkami.Oj! zagalopowałam się troszeczkę! Wracam do sedna, czyli "radostki", wcale niecodziennej, w postaci wielkanocnego stroika, który wykonała dla mnie Beatka, moja  folkowo zakręcona  koleżanka 
( wspomniałam o niej w jednym z moich poprzednich postów). Do naszej tradycji należy wzajemne obdarowywanie się drobnymi upominkami własnej roboty oraz długie telefoniczne "art dyskusje", Taki "telefoniczny blog".
Oto, co tym razem wyczarowała.





W towarzystwie wszechobecnej kury


Więcej szczegółów




Z inną kurą i w innym otoczeniu
W ramach wymianki do Beatki powędruje taka oto pisanko- wyklejanka






I w plenerze...






A teraz wracam do prozy sprzątania. W planach "generalka" kuchni.

Pozdrawiam serdecznie

Marysia
Copyright © 2016 StopChwilka , Blogger