poniedziałek, 9 lipca 2018

T jak tworzenie

T jak tworzenie
Kolejna niedziela, a właściwie poniedziałek, bo wczorajszy dzień miłym gościom poświęciłam, więc  laptop, naturalną koleją rzeczy w odstawkę poszedł i w stan uśpienia zapadł.Dzisiaj zaległości nadrobić trzeba i nowinkami z Wami się podzielić.
T, jak tematu przewodniego tym razem Wam nie zaserwuję, ale spraw kilka do opisania mam.
Najpierw literka T, ta z końca alfabetu prawie, która od wielu tygodni na prezentację czeka, a więc
T, jak tamborek
narzędzie niezwykle przydatne, które materiał napiąć pozwala i haftowanie  ułatwia. Czasem trochę ręka cierpnie, gdy z większym rozmiarem ma się do czynienia, ale mimo to zawsze po niego sięgam, gdy za krzyżyki się zabieram. Oprócz tradycyjnych okrągłych, owalne się pojawiły oraz te ramko-tamborkami zwane, które oprawę haftu stanowić mogą.
Ja jednak przy tradycyjnych obstaję i tylko rozmiary do danej pracy dostosowuję.
T, jak tkanina
czyli materiały przeróżne na których igiełka piękne obrazy maluje.Wybór tychże ogromny, od płótna, przez len aż do kanwy.Różnorodność kolorów i faktur czasem nieźle w głowie zamiesza, a przecież od właściwego decyzji tak wiele zależy.Każdy hafciarski wzór odpowiedniej bazy potrzebuje, aby jego urok w pełni wydobyć.
T, jak toledo,
czyli rodzaj haftu, który na siateczce przez wyciąganie nitek powstałej, piękne wzory tworzy.Niezwykle żmudne i precyzyjne to zajęcie, ale efekty rewelacyjne. Sama kilka prób tego kunsztownego haftu podjęłam , ale spasowałam, chociaż  obiecałam sobie, że kiedyś do niego wrócę, bo jego elegancji oprzeć się nie mogę.




 T, jak tutorial,
czyli sposób na przekazywanie wiedzy, krok po kroku, przez bardziej doświadczonych, a co za tym idzie doskonalenie umiejętności i poznawanie "nowego".Bardzo wszystkim, którzy takie kursiki organizują, dziękuję. Przyznam, że dość często, przy wielu okazjach z nich korzystam. 
T, jak tusal
czyli skrzętne zbieranie niteczek, aby rozmiar T, jak trudu, w nasze prace włożonego  pokazać.Niektóre pracowite mróweczki specjalne, pięknie ozdobione słoiczki do tego wykorzystują, ja tylko na bieżącym sprzątaniu resztek poprzestaję.
T, jak tworzenie,
czyli powód tych wszystkich dylematów, o których na hafciarskich forach piszemy. Ja do tworzenia mam bardzo osobisty stosunek, stąd jedną z etykiet Radością tworzenia nazwałam, a wszystko czasów dzieciństwa sięga, gdy z resztek materiałów lalkom ubranka szyłam i pierwsze kroki w haftowaniu stawiałam. Bardzo lubiłam tworzyć, upiększać i cieszyć się tym, co powstawało.Tak jak profesor Tatarkiewicz pisał, pracę u podstaw ukochałam i tak mi do dzisiaj zostało. Nie potrafię trwać w bezczynności, ciągle mam nieodpartą potrzebę działania, chociaż martwię się, że z upływem lat mój zapał nieco słabnie i możliwości jakby maleją. 
Dlatego kolejne skojarzenie na T do głowy mi przychodzi, czyli
T, jak terapia
i ta fizyczna i psychiczna, bo nic tak palców nie gimnastykuje i precyzji nie ćwiczy jak igiełką 
wymachiwanie i krzyżyków liczenie, a i radość tworzenia na szare komórki doskonale wpływa i złe myśli odgania, a jej efekty naszą T, jak tożsamość budują , wartość podnoszą i jak się okazuje innym pomóc mogą.
Z takiego właśnie powodu pocieszajka powstała, która ranę po stracie, nieco ma zabliźnić i dobre wspomnienia przywołać.









Mam nadzieję, że dobrze się sprawiła i choć trochę obolałe serducho raduje.
Pocieszajkę do zabawy u Reni, która do całorocznego świętowania zachęca, zgłaszam.

Świętujemy cały rok
Jeśli o terapii mowa, to spójrzcie jeszcze proszę na sposób, w jaki moja siostra złe myśli odgania i siebie poszukuje, radość sobie i bliskim sprawiając i swój maleńki świat piękniejszym czyniąc.








Jako, że nowy miesiąc nastał i T, jak timer, kolejny czas blogowych zabaw odmierza, więc rękawy zakasać trzeba i do "roboty" się zabrać. Dzięki temu wyzwaniu, karteczka dla Ulki , według kolejnej mapki powstała.

LIPIEC 2018








Obok radości tworzenia, czasem jeszcze radość z tworzenia mieć można. I tak oto i do mnie szczęście się uśmiechnęło, bo kwietniową edycję zabawy u Magos moja zakładka z babeczką wygrała i takie oto przydasie jako nagrodę dostałam. 



Dziękuję wszystkim, którzy na moje ciasteczko głosowali a Magdzie za super upominek, który już swoje przeznaczenie zna i w kolejce do realizacji czeka.

Oj nazbierało się dzisiaj trochę niusów, a jeszcze na spacer po ogrodzie zaprosić Was zamierzałam, jednak przynudzać dłużej nie będę i poczekam aż T, jak trawka bardziej się zazieleni, bo 
T, jak tropikalne upały całą jej zieloność zabrały.

Jeszcze tylko banerek, aby T uhonorować i ... gotowe.


Dziękuję za cierpliwość, serdecznie pozdrawiam i miłego tygodnia życzę

Marysia

niedziela, 1 lipca 2018

Dom

Dom
Trzy literki a tak wiele skojarzeń, przemyśleń, wspomnień. Anglicy podzielili to słowo na dwa "house" i "home", które świetnie oddają niuanse z domem związane. Po polsku, to dom, jako budynek z cegieł zbudowany i dachem pokryty,  lub dom, jako " ... klucz do wspomnień, łączenia pokoleń, miejsce człowieka na ziemi, miejsce, do którego zawsze się wraca, choćby we wspomnieniach..."
Pamiętam , kiedy ten pierwszy w moim życiu powstawał. Pamiętam zbierane na polach kamienie, tony cegieł i innych materiałów w pocie czoła przeładowywane, mury własnymi rękoma wznoszone, obiady w wynajętym pokoju gotowane i na budowę, przez całe miasto rowerem wożone. Pamiętam niedostatek, gdy każdy grosz na konto budowy wędrował a w naszym menu suszone grzyby, kasza i ziemniaki królowały i w szafie jedna dyżurna sukienka wisiała.
Taki to był czas, trudny, pełen wyrzeczeń i ciężkiej pracy, ale czas, gdy codzienne radostki, każdą nowo ułożoną cegłą mierzone, marzenia spełniały.
Ale obok tego domu, z cegieł, z dachem i kominem, powstawał ten drugi, z marzeń i uczuć radośnie tworzony. Nasze miejsce na ziemi, dziś już pełne wspomnień i połączonych pokoleń.
Nasz dom, gdzie przy wspólnym stole zasiadamy, długie rozmowy toczymy, dzieląc się radościami i smutkami, wspólnie z losem się mierząc i marzenia spełniając.
Ten dom, do którego, mam nadzieję, nasz syn chętnie będzie wracał i to nie tylko we wspomnieniach. Będzie mówił "jadę do domu", "u mnie w domu" i nie będzie miał na myśli budynku z cegieł, z dachem i kominem, ale miejsce, gdzie pachniało świeżo upieczonym chlebem,  i obiadem, gdzie miłość w różny sposób o sobie znać dawała, czasem ostrych słów nie szczędząc, gdzie radości i smutki wzajemnie się przeplatały, gdzie po burzy zawsze słońce zza chmur wychodziło.
Ja też do mojego domu wspomnieniami wracam, gdzie w sobotę pachniało pastą do podłogi i drożdżowym ciastem, gdzie od rana rozbrzmiewał głos Taty "pobudka, pobudka wstać", gdzie drobne kroki mojej Mamy po całym domu się rozchodzące dawały poczucie bezpieczeństwa, gdzie.... było moje miejsce ale, niestety nie wiem, czy jeszcze jest.
Nasz dom, z cegieł, dachem i kominem, nadal jest i inspiruje nas do działania. Tutaj pokazywałam,  zmiany w moim pokoju pracy, dzisiaj kolejna metamorfoza, w miejscu, gdzie spotkały się wspomnienia, pokojem Dziadka zwanym, bo kiedyś częstym gościem tam bywał. Pełno w im kuferków, a w każdym zamknięte wspomnienia, zdjęcia, rodzinne pamiątki, stare listy, kolekcja modlitewników po dziadkach i babciach, ze śladami palców na wytartych kartkach. 
Do niedawna w zieleniach utrzymany, dzisiaj w żółci, bieli i szarości oczy cieszy.Bardzo mi się ta metamorfoza podoba i chętnie tam spokoju poszukuję lub poobiednią drzemkę "przy niedzieli" sobie ucinam.
Ot takie magiczne miejsce, gdzie z dala od telewizora, który w salonie króluje, siebie odnaleźć można i rozmyślaniom się oddać.
 A oto kilka fotek, z czasów, gdy w nim zielony królował.





oraz po liftingu, gdy szarość, żółty i biel zamieszkały











Aby zgrabnie spuentować  dzisiejsze dywagacje z domem związane niech posłuży karteczka, na wyzwanie Hanulki zrobiona, która oprócz dachu i komina również serce zawiera, którego próżno w budynku szukać zanim domem się nie stanie.








Skoro się już u mnie dzisiaj na dłużej zadomowiłyście, to pozostańcie jeszcze trochę i literce S/Ś szansę dajcie.


Zacznę od Ś, które przed S się wpycha, ale Ś, jak ściśle z haftem jest związane i nic innego, jak 
Ś, jak ściegi przedstawia.
 Nie sposób wszystkie wymienić, ale każdy z nich do zadań specjalnych został stworzony i piękne wzory nitką maluje.Ja, najczęściej z krzyżykowym mam do czynienia, ale czasem za i przed igłą stosuję oraz w richelieu z dzierganiem się mozolę.
S, jak supełki,
czyli zakończenia niteczki, aby na drugiej stronie tkaniny ją zatrzymać oraz supełki ozdobne, które haft uzupełniają różne kropeczki i kuleczki tworząc lub jego fragmenty wypełniając, do french knot zbliżone.Są jeszcze supełki, które wredną naturę mają i nieproszone na nitce się plączą i za żadne S, jak skarby rozsupłać się nie dają.
S, jak serce,
czyli ulubiony motyw hafciarski przy wszelakich okazjach wykorzystywany, chociaż do pierwowzoru bardzo mu daleko, ale jego kształt, tak bardzo się w naszą rzeczywistość wtopił, że z oczywistymi oczywistościami  Ś, jak nie śmiem polemizować. I tak bardziej lub mniej krągłe serduszka ku naszej radości są S, jak stosowane.
Ś, jak śluby, Święta,
czyli okazje, kiedy nasze igiełki ze zdwojoną S, jak siłą, Ś , jak śmigają, różne cuda i cudeńka tworząc.Wtedy Ś, jak świetne dzieła powstają i S, jak serdeczne przesłanie do adresatów niosą.
Ś, jak światło, 
które miejsce pracy oświetla, skrzyżowane niteczki tkaniny dostrzec pozwala i krzyżyki 
S, jak skutecznie, bez problemu liczyć. Ważny to element naszego hafciarskiego życia i przyznać muszę, że ilość potrzebnych lumenów jest wielkością wprost proporcjonalną do upływającego czasu. Nie chcę powiedzieć, że S, jak starość w oczy mi zagląda, bo to jeszcze nie ta chwila, ale i to na uwadze mieć trzeba i dlatego S, jak starania o dobre widzenie rozpocząć należy.
W końcu jak S, jak smutek, 
który mnie ogarnia, gdy brak poszanowania dla rękodzieła wśród ignorantów widzę.Dlatego odbiorców naszych prac bardzo S, jak starannie dobierać trzeba, aby nasz wysiłek i 
S, jak staranie
 na marne nie poszedł.
I tym mało optymistycznym akcentem, moje dzisiejsze spotkanie z Wami kończę
 S, jak słonecznej niedzieli życzę 

Marysia


sobota, 23 czerwca 2018

Całuśnie

Całuśnie
Dzisiaj całuśnie , a wszystko za przyczyną Magos, która w ramach zabawy, zakładkę dla pana zaordynowała. Przyznam, że w pierwszym odruchu za wzory z wąsami, okularami i innymi męskimi gadżetami chwyciłam, ale potem pomyślałam, że skoro dla pana przerywnikiem w czytaniu ma być, to niech mu miłe doznania na myśl przywodzi.
 I tak oto ponętne usta, z charakterystycznym pieprzykiem dla dam baroku przypisanym, oraz słowa zachęty parafrazą tekstu piosenki będące, na zakładce się znalazły.
Czy wpływ jakiś na zaczytanego Pana mieć będą, tego nie wiem, ale próbować trzeba.







Idąc dalej całuśnym śladem na dwie choinkowe zawieszki trafiłam, które w zabawie u xgalaktyki udział wezmą, sprawczynię świątecznych amorów prezentując.
Mowa o jemiole, która w realu pasożytem przecież jest, a tak ważne, nie wiedzieć dlaczego, zadanie jej przypisano, ku uciesze tych, którzy się pod nią spotkają.
Rzeczoną roślinkę na szarym płótnie wyszyłam i koralikami ozdobiłam, obfociłam i Wam ją przedstawiam, a gdyby kogoś,od patrzenia, całuśny nastrój naszedł, to tajemnej mocy jemioły przypisać go należy.











Tyle na temat całowania, chociaż tylko maleńki R, jak rąbek , tajemnicy uchyliłam.
 R, jak resztę dopiszcie sobie same, wszelkie pocałunki, nie tylko te, o których wspomniałam na myśl przywodząc. Od matczynych, pełnych nieograniczonej miłości i czułości, poprzez pierwsze sercowe uniesienia czasów przedszkola sięgające, i te siarczyste, koniecznie trzykrotne, którymi na powitanie się raczymy, oraz te bardziej subtelne na kobiecych dłoniach przez polskich dżentelmenów coraz rzadziej składane, jak również, te nieszczere, trochę judaszowskie, od których aż roi się w otaczającym nas większym lub mniejszym świecie.
Każdy ma w tym względzie własne doświadczenia i upodobania, więc z tymi wspomnieniami Was pozostawiam, mając nadzieję, że chociaż trochę do refleksji nad całuśnym tematem Was pobudziłam.
W powyższej konkluzji R wytłuściłam, bo to przecież kolejna literka, która na swoje pięć minut czeka. Przyznam, że do wujka Googla o pomoc zwrócić się musiałam, bo pojęcia, co z  Q zrobić mam nie miałam. I tak, wskazówkami znawców języka polskiego się kierując, Q pominęłam i R na "wybieg" zaprosiłam.


 R, jak rąbek, 
nie tylko tajemnicy, bo to również brzeg czegoś, a więc i haftu. Od niego, wbrew pozorom, wiele zależy, bo o estetyce pracy często decyduje w R, jak ramy ją ujmując.
A propos ram, to istotny i niezbędny  hafciarski przydaś, gdy za haftowanie obrazów się bierzemy. Po długich godzinach żmudnej pracy, gdy w końcu ostatni krzyżyk stawiamy, kolejny problem zza "winkla" się wyłania, i tu właśnie o dobór odpowiedniej ramy chodzi. Podczas, gdy sklepowe półki stosy ram i rameczek zalegają, ja ciągle mam problem, bo tej jedne, jedynej znaleźć nie mogę i wtedy po pomoc do zaprzyjaźnionej R, jak Rameczki się udaję, która w sposób profesjonalny i z wielkim znawstwem do zadania podchodzi i problem bez problemu rozwiązuje.
R, jak rękodzieło/ robótki ręczne,
czyli ogromny zbiór artystycznej twórczości, w którym hafciarstwo niezły podzbiór tworzy.Takie matematyczne skojarzenie, bo wszak matematykiem jestem, ale doskonale sedno sprawy oddaje.
R, jak rozterki, 
gdy na drodze, od pomysłu do R, jak realizacji, trudnych wyborów dokonywać trzeba, w stosach wzorów, niteczek i tkanin przebierając oraz czas pomiędzy powinności i przyjemność tworzenia dzielić.
R, jak rady, 
o które czasem prosić warto, gdy brak zdecydowania lub niewiedza nas dopadną. Wtedy otoczenie i Was blogowe przyjaciółki, pytaniami zadręczam, i zawsze pomoc dostaję, za co serdecznie dziękuję.
R, jak radość,
czyli uczucie, które mnie ogarnia, gdy z tamborkiem do kolejnej pracy zasiadam. Mam wtedy czas na R, jak rozmyślania, i nawet melisy nie potrzebuję, aby R, jak równowagę duchową zachować.
R, jak rytuał, 
czyli codzienne hafciarskie poczynania, które według ściśle określonego planu przebiegają, a z reguły wygląda to tak, kilka krzyżyków przy śniadaniu, trochę więcej przy południowej kawie a najwięcej przy R, jak rodzinnym, telewizji oglądaniu. Czasem sama na polu boju pozostaję, bo M znużony, w perspektywie kolejny dzień zawodowej pracy mając, na spoczynek się udaje.A ja dziergam, bo następnego dnia nic nie muszę, ale mogę, i wybór tylko do mnie należy. 
Prawdziwa R, jak rozkosz, wierzcie mi. Lecz do tego "nie muszenia" z R, jak rozwagą podejść trzeba, bo jednak pewne powinności są i sprostać im należy.
I to już wszystko na dzisiaj i R, jak rozstać się trzeba, bo "nie muszenie" się kończy i obiadem zająć się trzeba, czyli wokół stołu się pokręcić, bo inaczej jak nic, R, jak rozwodem skończyć się może.

Pozdrawiam serdecznie i całuśnego tygodnia życzę

Marysia


Copyright © 2016 StopChwilka , Blogger