Gdy zaczynałam moją przygodę z blogowaniem ani mi przez głowę nie przeszło, że karteczkowanie tak bardzo zadomowi się w moim działaniu. Stało się to w dużej mierze za przyczyną Olki, która matką chrzestną Stopchwilki okrzykniętą została i właśnie w tej dziedzinie bryluje, a tym samym, w Wasz świat, karteczkowe dziewczyny, mnie wprowadziła. To wcale nie znaczy, że inne dziedziny zarzuciłam, ale blogowe zadania i kumulacja licznych uroczystości, za karteczki zabrać mi się kazały. Przyznać muszę, ze sprawia mi to przyjemność, chociaż często dylematy rodzi. To nie jest tak, że bez problemu siadam, i tnę, i kleję. Najpierw w gąszczu wzorów hafciarskich "natchnienia " szukam, potem wśród niteczek tych najwłaściwszych poszukuję, aby wieczorem w rogu kanapy gniazdować i w malowaniu igiełką się zatracić. Ale to nie koniec kłopotów, bo gotowy do dalszej "obróbki" haft na wenę nieraz długo czeka, a ja zdesperowana w kartonach z papierami wszelakimi przebieram i nieodmiennie stwierdzam, że tego najwłaściwszego nie posiadam. W skrapki również bogata nie jestem więc w inny sposób radzić sobie muszę, ale potrzeba matką wynalazku zwana, zawsze z pomocą przychodzi. Gdy w końcu gotowa karteczka na sztaludze stanie i czas prezentacji nadchodzi, to kolejne problemy się rodzą, gdzie i jak obfocić, aby najlepsze światło i scenerię znaleźć, istotne szczegóły wydobyć i niedociągnięcia ukryć.
Zwykle , razem z kartkami, na wędrówkę po ogrodzie zapraszam, aby zmiany, jakie w nim zachodzą pokazać, czyli dwie pieczenie przy jednym ogniu upiec.
Tak jest i dzisiaj.Popatrzcie proszę jak wśród kaliny, pelargonii, konwalii, wiciokrzewu i zawilców, kolejne karteczki się prezentują.
Najpierw komunijna, już ostatnia w tym roku, którą w biel i złoto przystroiłam. Bardzo lubię to zestawienie i do okazji, moim zdaniem, świetnie pasuje.
Potem jubileuszowa, która wielkim wyzwaniem się okazała, bo wagą okazji przejęta, pomysłu długo szukałam.
I jeszcze karteczkowe zadanie Ulki, która mapkę na maj zaordynowała i chociaż nie do końca przewidzianą projektem formę zachowałam, to mam nadzieję, że zaliczenie otrzymam.
I tak oto moje karteczki powstają, a wraz z nimi nowe doświadczenia i radość tworzenia.
Ale, to nie jest tak, że dominantę wśród moich prac stanowią, o czym świadczą inne, hafciarskie (i nie tylko) poczynania, które od czasu do czasu prezentuję.
Pozdrawiam serdecznie
Marysia



