czwartek, 17 maja 2018

To nie jest tak ...

To nie jest tak ...
Gdy zaczynałam moją przygodę z blogowaniem ani mi przez głowę nie przeszło, że karteczkowanie tak bardzo zadomowi się w moim działaniu. Stało się to w dużej mierze za przyczyną Olki, która matką chrzestną Stopchwilki okrzykniętą została i  właśnie w tej dziedzinie bryluje,  a tym samym, w Wasz świat, karteczkowe dziewczyny, mnie wprowadziła. To wcale nie znaczy, że inne dziedziny zarzuciłam, ale blogowe zadania i kumulacja licznych uroczystości, za karteczki zabrać mi się kazały. Przyznać muszę, ze sprawia mi to przyjemność, chociaż często dylematy rodzi. To nie jest tak, że bez problemu siadam, i tnę, i kleję. Najpierw w gąszczu wzorów hafciarskich "natchnienia " szukam, potem wśród niteczek tych najwłaściwszych poszukuję, aby wieczorem w rogu kanapy gniazdować i w malowaniu igiełką się zatracić. Ale to nie koniec kłopotów, bo gotowy do dalszej "obróbki" haft na wenę nieraz długo czeka, a ja zdesperowana w kartonach z papierami wszelakimi przebieram i nieodmiennie stwierdzam, że tego najwłaściwszego nie posiadam. W skrapki również bogata nie jestem więc w inny sposób radzić sobie muszę, ale potrzeba matką wynalazku zwana, zawsze z pomocą przychodzi. Gdy w końcu gotowa karteczka na sztaludze stanie i czas prezentacji nadchodzi, to kolejne problemy się rodzą, gdzie i jak obfocić, aby najlepsze światło i scenerię znaleźć, istotne szczegóły wydobyć i niedociągnięcia ukryć.
Zwykle , razem z kartkami, na wędrówkę po ogrodzie zapraszam, aby zmiany, jakie w nim zachodzą pokazać, czyli dwie pieczenie przy jednym ogniu upiec.
Tak jest i dzisiaj.Popatrzcie proszę jak wśród kaliny, pelargonii, konwalii, wiciokrzewu i zawilców, kolejne karteczki się prezentują.

Najpierw komunijna, już ostatnia w tym roku, którą w biel i złoto przystroiłam. Bardzo lubię to zestawienie i do okazji, moim zdaniem, świetnie pasuje.







Potem jubileuszowa, która wielkim wyzwaniem się okazała, bo wagą okazji przejęta, pomysłu długo szukałam.









I jeszcze karteczkowe zadanie Ulki, która mapkę na maj zaordynowała i chociaż nie do końca przewidzianą projektem formę zachowałam, to mam nadzieję, że zaliczenie otrzymam. 








I tak oto moje karteczki powstają, a wraz z nimi nowe doświadczenia i radość tworzenia.
Ale, to nie jest tak, że dominantę wśród moich prac stanowią, o czym świadczą inne, hafciarskie (i nie tylko) poczynania, które od czasu do czasu prezentuję.

Pozdrawiam serdecznie

Marysia

niedziela, 13 maja 2018

Zmiany

Zmiany
Takim trochę niespokojnym duchem jestem, a stagnacja mnie rozleniwia okropnie, więc działam. Robię, co mogę, aby moją życiową przestrzeń odmieniać i trochę innych barw jej nadać, resztę zrzucam na naturę i mojego M, który dzielnie tej fali zmian nieść się pozwala.
Tak więc za kamiennym murkiem zmian sporo, 
i w ogrodzie 













i w domu










W ogrodzie się "zakolorowiło", u mnie pojaśniało i unowocześniło, ale
ani ja, ani natura swoich prac nie zakończyłyśmy, więc kolejnych fotek w najbliższym czasie spodziewać się możecie.
I tak wśród zmian licznych niedziela mnie zastała, a co za tym idzie kolejna hafciarska literka do drzwi puka i skojarzeń na L się domaga.


Zacznę od lnu, bo jemu ogromny szacunek się należy , od wieków bowiem ludziom towarzyszy. Najpierw na polach niebieskim łanem zakwita, potem przez prząśniczki w niteczki skręcany, aby wkrótce formę zgrzebnego płótna przyjąć. Na słońcu bielony, latem  pachnący, w rękach szwaczek i hafciarek w cuda zamieniany. Taki bliski naturze, taki swojski i piękny w swojej prostocie, chociaż trochę szorstki i nierówny, ale zawsze człowiekowi bliski.
Potem L, jak literki,
które w monogramy wszelakie się zamieniają i nasze prace personalizują. Ale nie tylko, bo również w samplerach pięknie wypadają i w serduchu ogromnym, które mojemu M na kolejną rocznicę naszego wspólnego wędrowania wyszyć postanowiłam i ... nie zdążyłam.Tak więc biedne serce 
L, jak litości się domaga i na swoje pięć minut niecierpliwie czeka. Jednak L, jak Love, w kolorze fuksji rozkwitło, więc za namiastkę całości "robi".




W taki oto sposób ostatni tydzień spędziłam, pracując, świętując, a dzisiaj z Wami się spotykam, aby wrażeniami się podzielić.
Powinnam teraz, jak w prezentacji napisać, "dziękuję za uwagę", ale byłoby to "suche" i serca pozbawione. Mówię więc, "do następnego spotkania" i Wasze blogi biegnę odwiedzić. Wiele zmian na bocznym paseczku się wyświetliło, więc lektura będzie przednia.

Pozdrawiam serdecznie i miłej niedzieli życzę

Marysia

niedziela, 6 maja 2018

K jak ...

K  jak ...
Zapraszam na k, jak kolejne spotkanie z hafciarskim alfabetem. Zacznę od kanwy, czyli tej, bez której żadna hafciarka obejść się nie może. Dzisiejsi producenci kuszą ogromną ofertą różnych jej rodzajów, od rodzaju włókna, z których powstaje, poprzez bogatą kolorystykę aż do kropek, serduszek, kwiatków, złotych i srebrnych nitek, które nadają jej cech szczególnych, przydatnych do zadań specjalnych. Ja, moją hafciarską przygodę zaczynałam, gdy półki świeciły pustkami, a kanwę "zdobywało się" w sklepach "bławatnych", więc od nadmiaru dzisiejszej oferty głowa mnie czasami pobolewa. Wtedy wielką jak k, kreatywnością wykazać się należy , aby właściwego wyboru dokonać i oczekiwane efekty osiągnąć.Długo więc w k, jak kanwach i kolorach przebieram, zdecydować się nie mogę, a gdy już wyboru dokonam, to k, jak krzyżyki z ogromnym zaangażowaniem haftuję, potem je czasem k, jak konturami traktuję i k, jak końcem pracy się cieszę
.Potem jeszcze licznymi fotkami Was katuję i k, jak komentarzy wyglądam.
Ot, taka zwykła, blogowa codzienność, która radość wielką sprawia i k, jak kontakty rozwija.
No i na koniec podwójne k, jak kartki komunijne, które ostatnio na blogach królują.
Pojawiły się i u mnie, chociaż k, jak karteczkowanie moją domeną nie jest.




Tą, w delikatnym fiolecie utrzymaną, komunijną karteczkę, na wyzwanie Szuflady posyłam, bo tam właśnie fiolety w tym miesiącu są mile widziane.



Oraz k, jak komunijne pamiątki, które do zabawy u Reni zgłaszam.













Jeszcze coś dla łasuchów, czyli k, jak kartonowe opakowania, czekoladownikami zwane.










Jako, że ostatnio stół nieco zaniedbałam, więc jako zadośćuczynienie na sosnową nalewkę
ku zdrowotności zapraszam.



I na tym moja k, jak kreatywność na dzisiaj się kończy.

Dobrego tygodnia życzę

Marysia

K, jak KONIEC

Copyright © 2016 StopChwilka , Blogger