niedziela, 19 marca 2017

Ulotność śnieżyczek

Ulotność śnieżyczek
Olka  mnie wyprzedziła i pierwsza opisała nasz dzisiejszy wspólny wypad do Śnieżycowego jaru, co więcej nazwała go śnieżycowym rajem, czyli tak, jak ja po cichu to miejsce nazywam.To naprawdę jest raj, gdzie tysiące małych, białych śnieżyczek (z żółtymi plamkami  na końcach delikatnych płatków) tworzą prześliczne kobierce pokrywając zbocza dzikiego jaru dzielnie przebijając się przez gałęzie, konary i pnie powalonych przez wiatr drzew. Na dobre zadomowiły nad brzegiem błotnistego strumienia, który płynie środkiem jaru porośniętego grabami. Co roku, przez krótki czas, cieszą oczy miłośników tego miejsca. Są takim ulotnym wrażeniem, urokliwą stopchwilką, po które wraca się wczesną wiosną każdego roku.
Piękne zdjęcia Olki w pełni oddają urok tego miejsca. Dorzucę jeszcze kilka, trochę innych, choć "modelki" te same.Potem wyobraźcie sobie  zapach budzącej się do życia przyrody, poczujcie muśnięcie wiatru na policzkach i przeżyjcie wasze śnieżycowe stopchwilki.


Przeprawa przez połamane gałęzie


Udało się


Cichy wielbiciel - ślimaczek




Urok żółtych plamek




Z lasem w tle



Nad brzegiem strumyka



Bez ingerencji człowieka


Pozdrawiam

Marysia

Beatki design

Beatki design
Wpadam tylko na chwileczkę, bo muszę ogarnąć codzienność a tego jak zwykle za dużo. I jak tu twórczo się realizować, jeśli czeka pranie, krochmalenie, prasowanie, obiadek (do zrobienia!), takie codzienne, niekoniecznie radostki. Ale, jak mawiała moja teściowa, to też do życia należy i trzeba temu sprostać, chociaż myśli i serce są w mojej pakamerce, gdzie czekają już pomalowane jajeczka i stosik wybranych serwetek. Tymczasem, wczoraj wieczorem, gdy ślęczałam nad robótką mozolnie składając w całość kolejne krzyżyki wyrwał mnie z zamyślenia sygnał MMSa. To była Beatka, moja serdeczna koleżanka artystycznie zakręcona. Kradnąc czas codziennym nie radostkom wyczarowała wielkanocny stroik. Beatka jest folkową fanką i wszędzie, gdzie się da, to zamiłowanie przenosi. Zobaczcie same, co tym razem wymyśliła. Mnie się podoba, mam nadzieję, że i wśród Was znajdą się zwolenniczki tego design-u.




Pozdrawiam

Marysia

środa, 15 marca 2017

Za kuchennymi drzwiami

Za kuchennymi drzwiami
Mówi się, że za młodu człowiek sięga szczytów a na starość korzeni. Chociaż nie czuję się stara, albo lepiej , tak stara, to przyznać trzeba, że coś w tym jest. Któregoś październikowego dnia, gdy obmyślałam przyjęcie imieninowe dla moich panów ( Tadeusz i Szymon) zaświtała mi w głowie myśl, taki nagły impuls. Zwykle tak mam, chodzę z problemem "z tyłu głowy" i nagle... jest! Tak było i tym razem. Urządzę imieniny z przesłaniem "Smaki dzieciństwa". Uprzedziłam stałych bywalców (przyjaciół), że najmilszym prezentem będzie samodzielnie przez nich przygotowana potrawa zapamiętana z domu rodzinnego. Trochę się bałam  mieszanki smaków i zapachów, ale byłam ciekawa pomysłów i cieszyłam się, że będziemy mieli okazję pozaglądać do naszych domów "od kuchni". Na początku reagowali sceptycznie, ale wkrótce zaczęło się wertowanie starych przepisów, wydzwanianie do pozostałych członków rodziny i ....obudziły się wspomnienia. Krążyły w eterze rodzinne anegdoty, ożywiły się zatarte wspomnienia, odnowiły kontakty. 
Aż nadszedł w końcu dzień spotkania, 28 października. Przygotowany stół, w jesiennej odsłonie, szybko zapełnił się kulinarnymi arcydziełami naszych gości. W naszym imieninowym menu znalazły się potrawy z różnych krańców Polskich, bo tak się składa, że w większości nie jesteśmy rdzennymi mieszkańcami naszego miasta. Były więc kresowe bliny z kapustą, wielkopolska sałatka śledziowa, faszerowane pieczarki( rodzice byli właścicielami pieczarkarni), tradycyjna sałatka jarzynowa z majonezem, smażonka z wielu gatunków mięsa świeżo z targu przyniesionych, chleb w domu pieczony z domowym smalcem i pysznym kiszonym ogórkiem, sałatka gyros( smak dzieciństwa mego syna) oraz przepalanka ku pokrzepieniu serc. A na deser oczywiście placek drożdżowy ze śliwkami, sernik i szarlotka. Mieszały się smaki i zapachy a wraz z nimi wspomnienia. Poznaliśmy się jeszcze bliżej, chociaż spotykamy się od wielu lat.To był naprawdę udany wieczór, wieczór powrotów do rodzinnego domu tym razem przez kuchenne drzwi.
 Słowa z kominka podziałały jak impuls, który pojawia się nagle i znika niepostrzeżenie. Został po nim tylko ten post, który z powodu moich miernych zdolności literackich nie oddaje w pełni, tego, co chciałam przekazać. Mam jednak nadzieję, że wywoła w Was miłe wspomnienia rodzinnego domu i  chociaż na chwilę wrócicie do tamtych dni, niekoniecznie przez kuchenne drzwi.






Pozdrawiam

Marysia

Ps. Młodzi ludzie, przyjaciele mego syna stwierdzili, że oni na takie spotkanie musieliby przynieść hamburgery, hot dogi i pizze.

niedziela, 12 marca 2017

Zajączki trzy...

Zajączki trzy...
Oto moja zajęcza rodzinka, która dziarsko ku Wielkanocy zmierza. Długo się rodziły, bo krzyżyków dość sporo a czasu jak zwykle zbyt mało, ale ja bardzo lubię ten rodzaj haftu i zawsze z uporem maniaka wybieram gęstą kanwę, a co za tym cieniutkie niteczki. A potem dziergam, dziergam ...i z miejsca mnie nie widać. Jednak dobrnęłam do końca i mam nadzieję, że efekt jest całkiem niezły.




















Pozdrawiam

Marysia

sobota, 11 marca 2017

Meandry ludzkich rzek

Taka mała stopchwilka, ulotne wrażenie po przeczytaniu książki Katarzyny Enerlich "Rzeka ludzi osobnych". Rzecz o ludziach, mazurskich starowiercach, których rzeki splatają się w jedną, dając świadectwo trwałości tradycji i ciągów przyczynowo-skutkowych ludzkich czynów.
Podczas, gdy w naszej blogosferze wiosennie i świątecznie, u mnie nostalgiczne nastroje i chęć rozprawiania o zawiłościach ludzkiego życia. Nie będę jednak przynudzać, zostawię to na jesienne i zimowe wieczory. Dziś tylko mała refleksja, takie cudowne zatrzymanie, które nieco przekierowało moją rzekę. Dotąd płynęła spokojnie, trochę sennie, nie powiem, że leniwie, ale stałym  utartym szlakiem. I wtedy pojawiła się Olka i jej rzeka, której nurt ożywił moje wody i nadał im nowy kierunek. Teraz moja rzeka splata się z Waszymi czerpiąc z nich pomysły i chęć twórczego działania. Jesteśmy jak ta książkowa rzeka ludzi osobnych, ale podobnie zakręconych. Dziękuję, że jesteście. Proszę o życzliwe przyjęcie i kreatywną krytykę.
Jeszcze tylko cytat z wyżej wymienionej książki, jako podsumowanie dzisiejszego smęcenia i zmykam.
"Nie warto trzymać się jednej głównej drogi, czasem o wiele ciekawsze są odchodzące od niej ścieżki..."

Pozdrawiam 

Marysia 
Copyright © 2016 StopChwilka , Blogger