Jak to ze sztućcami było,
nie wiem do kogo należały pierwotnie, ale wiem, ze pamiętają czasy przedwojenne, wojnę, ale nie wiem jak trafiły do mojej rodziny, do mojej babci i jej siostry. Używano ich od święta, czyszczono i przechowywano z pietyzmem. Potem, część z nich odziedziczyła moja mama (reszta trafiła do jej brata, bo podział musiał być sprawiedliwy). W moim rodzinnym domu zajęły należne im miejsce wśród reprezentacyjnej zastawy. Dla mnie,wówczas małej dziewczynki, były za duże i niewygodne jednak dzielnie się z nimi zmagałam przy niedzielnym obiedzie. Jednak wyglądały pięknie na białym obrusie w towarzystwie porcelanowego serwisu ze złotym paskiem. Pamiętam też jak pomagałem mamie czyścić te cudeńka i układać w specjalnej kasecie z przegródkami. Z czasem zastąpiły je nowoczesne zestawy, kompletne, lżejsze i wygodniejsze, ale nie miały uroku tamtych schowanych w kredensie, nie budziły wspomnień.Przeleżały tam wiele lat zapomniane i niepotrzebne. Po śmierci mojej mamy trafiły do mnie i ... znów leżały w kredensie do chwili, gdy zaczęłam sięgać do korzeni,co zaowocowało zamiłowaniem do staroci i przedmiotów z duszą. Dzisiaj już nie leżą w kredensie, lecz pięknie wyczyszczone cieszą oczy jako świadkowie stopchwilek z tamtych lat.
Trochę nostalgicznie, ale co tam, należy się tym, dzięki którym mogę o tym pisać i upiększać dom, mój dom,w którym jest miejsce dla moich bliskich i w którym pamięta się o tych, którzy odeszli.